piątek, 17 lutego 2017

Długie przerwy, dużo pracy - po 1 semestrze na nowej uczelni

Hej Kochani!

Znowu dłuuuuuuga przerwa za mną. Ale już po sesji, do tego zdanej (z jedną poprawką, ale za to z 5 do przodu!). Miałam rację mówiąc z listopadzie, że magisterka to zupełnie co innego niż licencjat. I miałam też rację myśląc, że będzie trudniej. Za bardzo się nie pomyliłam. Jak wiecie, w Koszalinie miałam bardzo dobre oceny (nie schodziłam poniżej 4,5 w ostatnim roku studiów). A teraz w Gdańsku porównując wyniki... Nie jestem z siebie dumna. Ale tego można było się spodziewać. Ważne, że przerwałam pierwszy semestr i nie ma tragedii!



Czy coś mnie szczególnie zaskoczyło w studiach na Uniwersytecie? Raczej nie. Podoba mi się podejście wykładowców do studentów. Nie ma przymusu chodzenia na wykłady, nikt nie stoi nad Tobą mówiąc "Wpisz się na listę, jak Cię nie będzie - będą konsekwencje". Chodzisz jeśli chcesz i potrzebujesz. Ja potrzebowałam więc chodziłam. Pierwszy raz spotkałam się z tym, że google nie znało odpowiedzi na moje pytania dotyczące studiów. Po prostu nie i już, google wymiękło. Więc chodzić trzeba było.



Inną sprawą jest plan zajęć. Wcześniej nigdy nie miałam sytuacji, że jakiś przedmiot mam tylko pół semestru i po tym czasie na to miejsce wskakuje coś innego. Dla przykładu powiem, że przez październik i listopad miałam zajęcia z socjologii. Później w tym czasie przez grudzień i styczeń miałam antropologię. Ma to swoje plusy, bo materiału jest tyle na ile pozwoli czas, czyli mało. Dodatkowo jeśli jest to przedmiot, który nieszczególnie nas interesuje to "męczymy" się z nim krócej. Ale z drugiej strony jeśli jest to coś co chcielibyśmy studiować dłużej, bardziej, to już niestety tracimy.



Teraz coś z 2 semestru (który zaczęłam w tym tygodniu). Pierwsze zajęcia z angielskiego. Myślę sobie "Znowu to samo, czasy, gramatyka, nic nowego". I tu się myliłam! Młoda nauczycielka akademicka, niczym nieprzypominająca żadnego z poprzednich moich nauczycieli, miła, uśmiechnięta. Od początku zajęć mówi po angielsku. A to co mówiła wbiło mnie w krzesło. Będziemy skupiać się na słownictwie! Rozmowie! Rzeczach, które nam się przydadzą w kontakcie z obcokrajowcem! Nareszcie ktoś, kto wyłamał się z tego bezsensownego systemu nauczania języka obcego! Hura!



Generalnie fajnie jest w dużym mieście. I fajnie jest na nowych studiach!

Dajcie znać o czym chcielibyście poczytać. Może jakie przedmioty miałam i co o nich myślę? Albo coś zupełnie niezwiązanego ze studiami? Ostatnio wróciłam do rysowania, nauczyłam się robić na drutach. Może coś o tym? Komentujcie, nie gryzę!

Ja, Pingwinek

PS. Moja pingwinkowa kolekcja znacznie się powiększyła jak widać na ostatnim zdjęciu, jupi jeeeej! Poza tym - jestem blondynką!