sobota, 19 listopada 2016

Znowu wracam? 8 miesięcy później... Obrona, przeprowadzka, RLM

Hej Kochani!

Znowu opuściłam bloga, tym razem na bardzo długi czas... Cóż mogę powiedzieć. W 8 miesięcy zmieniło się całkiem sporo. Nie wiem czy chcecie czytać ile się zmieniło i co się wydarzyło (i tak o tym napiszę!). Nie ma żadnego powodu, dla którego musiałam przestać pisać. Po prostu zrobiłam sobie bardzo długie wakacje od bloga. Trochę tego żałuję, ale nic już nie zmienię.

Co więc się działo...
Po pierwsze skończyłam studia. Z bardzo dobrym wynikiem :).
Najpierw było absolutorium (z wyróżnieniem!)...

Później była sesja i nauka do obrony pracy licencjackiej...


A później już tylko obrona i długie wakacje!


Po obronie odeszła ode mnie moja Lili, którą możecie znać z poprzednich postów. Bardzo źle to zniosłam. Pożegnałam moją najlepszą, malutką przyjaciółkę.


Chcąc zrealizować mój plan zarejestrowałam się w rekrutacji na studia w Gdańsku i dostałam się! Byłam przeszczęśliwa, że się udało! W końcu marzyłam o tym odkąd byłam dzieckiem :). Kiedy już dostałam oficjalny list od Uniwersytetu Gdańskiego, że zostałam przyjęta, musiałam zająć się kwestią mieszkania. I szukałam go już w lipcu. Nie chciałam się pewnego dnia obudzić z ręką w nocniku i nie mieć gdzie mieszkać. Pojechałam tylko raz do Gdańska oglądać mieszkanie, spodobało mi się, ja się spodobałam właścicielom. Następnym razem już podpisywaliśmy umowę, dostałam klucze i mogłam się przeprowadzać.


W Gdańsku jestem zakochana od dawna (w zeszłe wakacje przecież też odwiedziłam to miasto). Mieszkając tutaj nie spodziewałam się, że mogę się bardziej zakochać. Jest pięknie, ale nie będę o tym się rozpisywać.


Zaczęły się studia. Bardzo się tego bałam. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, jaki poziom nauczania będzie, czego będą ode mnie wymagać? Mogę szczerze powiedzieć, że na uczelni ani trochę się nie zawiodłam. Magisterka to jednak zupełnie co innego niż licencjat.

Jak wiecie jestem fanką Harrego Pottera. W październiku premierę miała książka (scenariusz) najnowszej części. Przyznam się, że zaczęłam czytać ale jeszcze nie skończyłam. To nie przez lenistwo. Nie jest też tak, że mi się nie podoba. Zwyczajnie rozklejałam się z każdym kolejnym słowem i płakałam jak dziecko czytając. Muszę dać sobie trochę czasu i spróbować czytać znowu.



W Gdańsku dzieje się naprawdę dużo. Na przykład takie spotkanie autorskie z Ewą Red Lipstick Monster! Dostałam autograf, mogłam zrobić sobie zdjęcie, mogłam podziękować za to, że jest tak cudowną kobietą!

Czekałam na te spotkanie z dwójką znajomych. Kolejka ciągnęła się w nieskończoność, więc co zrobiliśmy? Zaczęliśmy grać w Monopoly!


Widzicie, streściłam Wam właśnie 8 miesięcy mojego życia. Były momenty smutne, wzruszające, przepełnione szczęściem. Co będzie dalej, nie mam pojęcia. Ale liczę na to, że może być tylko lepiej!

Jeśli zainteresował Was jakiś moment w tym poście albo macie ochotę poczytać o czymś konkretnym mojego autorstwa, to śmiało piszcie w komentarzach. Po tak długiej przerwie znów muszę nauczyć się na nowo blogowania.

środa, 20 kwietnia 2016

Jak pogodzić pracę i studia?

Hej Kochani!

Dawno mnie nie było. Prawie miesiąc. Ale to przez to, że zaczęłam pracę. Nie jest łatwo pogodzić pracę, studia, pisanie pracy licencjackiej i do tego jeszcze wolontariat w szkole podstawowej i zajęcia z ceramiki. Musiałam siłą rzeczy z czegoś zrezygnować i odpuściłam ceramikę. Pewnie do niej wrócę, muszę skończyć ostatnią pracę. Ale nie wcześniej niż w wakacje po obronie.

Jak widzicie dzisiejszy post jest przede wszystkim o studiach i pracy. Jak to połączenie wychodzi w rzeczywistości? Jest ciężko? Jak wszystko zorganizować, żeby się wyrabiać? Postaram się na to odpowiedzieć i dodatkowo swoją opinię przedstawi Sylwia z bloga TakPoProstu (klik).


Na początek moje wrażenia. :)
Studiuję dziennie, co oznacza, że zajęcia mam od poniedziałku do piątku (teoretycznie). Jednak plan zajęć mam taki, że chodzę na uczelnie jedynie w czwartki, piątki i co drugi poniedziałek. Dzięki temu zyskuję 2-3 dni w tygodniu, które mam wolne. Mogłam się więc zdecydować na pracę, żeby sobie dorobić, odciążyć trochę rodziców i zrobić malutki krok ku samodzielności. Chciałam poczuć jak to jest zarabiać i mieć własne pieniądze, a nie takie, które dostałam  od rodziców.
Miejsce, w którym pracuję jest otwarte 7 dni w tygodniu. Na szczęście pracuję na zmianę z koleżanką, ale nawet to jest bardzo męczące. Jak jestem już w pracy to muszę siedzieć 10 godzin, a to naprawdę dużo! W dodatku nie mogę ubrać się jak chcę. Muszę być ubrana elegancko co powoduje, że ciągle siedzę spięta. Niekomfortowe :(.


Do tego jestem na 3 i tym samym ostatnim roku studiów i muszę pisać pracę licencjacką. Bardzo ciężko to pogodzić. Bywa tak, że będąc w pracy mam luźniejszą chwilę. Wtedy czytam sobie fragmenty, których mogę użyć w pracy, robię notatki. Staram się to łączyć ze sobą jak mogę. Na początku też, zanim zaczęłam pracować, musiałam nauczyć się wielu rzeczy związanych z pracą. I to robiłam na przerwach na uczelni.
Moje życie towarzyskie ogranicza się do spotkań ze znajomymi na uczelni, pisaniu na facebooku i wyjątkowymi kilkoma godzinami, które mogę spędzić z przyjaciółką.
Pracuję dopiero od miesiąca i na początku nie miałam pojęcia jak sobie zorganizować czas na wszystkie te rzeczy. Z pomocą przyszedł mi kalendarz "kieszonkowy" i taki, który wisi na drzwiach. Dodatkowo mam ustawione przypomnienia w telefonie. To bardzo pomaga, ale i tak ciągle mam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Co jakiś czas zerkam na jeden z kalendarzy i patrzę czy na pewno nic więcej dziś nie muszę zrobić.


Ostatnio cały tydzień musiałam coś robić, nie miałam ani jednego wolnego dnia. W poniedziałek uczelnia, we wtorek byłam u moich dzieciaków na wolontariacie w szkole, czwartek i piątek całe na uczelni, a środa i weekend w pracy. Po całym takim szalonym tygodniu jedyne o czym myślałam to łóżko i spanie. A przecież trzeba zrobić pracę domową na studia! Zorganizować jakąś zabawę dla dzieciaków! I do tego trzeba wstać rano, żeby w pracy przykleić sobie uśmiech numer 4 na twarz i nie wyglądać jak zombie.
Kiedyś nie miałam problemu z organizacją czasu. Wszystko wychodziło jakoś intuicyjnie. Mogłam sobie pozwolić na oglądanie seriali, wyjście ze znajomymi. Teraz wszystko musi chodzić jak w zegarku, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. A wstanie z łóżka 5 minut później niż zwykle burzy cały plan dnia.
Jest ciężko łączyć pracę i studia dzienne. Bardzo ciężko. Ale ciągle sobie powtarzam, że wystarczy się przyzwyczaić. A w lipcu już będzie tylko praca i jedynie martwienie się czy dostanę się na drugi stopień na wymarzoną uczelnię. W końcu takie połączenie muszą wybierać też inni, nie tylko ja. A to nowe doświadczenia, których nikt mi nie odbierze. I myślę, że ten zwariowany okres będę wspominać bardzo długo. I zapewne z uśmiechem na twarzy, a nie grymasem bólu jak jest teraz :).


Ze strony Sylwii sprawa wygląda trochę inaczej, Z resztą przeczytajcie sami! :)
Dawniej studiowałam dziennie. Chciałam pracować, mieć własne pieniądze, odciążyć rodziców i nie prosić się już o kasę. Dlatego stwierdziłam, że jednak nie dam rady studiować dziennie i pracować. Przez pierwsze lata, w tygodniu jesteś na uczelni, więc nie ma mowy o tym, żeby pracować. Do tego zajęcia bywają w tak dziwnych godzinach, że bez sensu jest zaczynanie jakiejkolwiek pracy. Na dziennych studiach jest więcej ''zbędnych'' przedmiotów, ale... Zaskoczę Was! Na zaocznych też tak jest. Też mam na przykład wf.  Ja bym sobie nie wyobrażała studiować dziennie i pracować. Mówię tu o całym toku nauczania, nie ostatnim roku.
Poszłam na studia zaoczne.  Zajęcia mam w weekendy co 2 tygodnie więc jest okej. Wtedy tylko mam wyjęty tydzień dajmy na to od piątku od 16 . W pracy też mam dobrze, bo idą mi na rękę i mogę wcześniej wyjść. Pracuję w tygodniu, czasami w soboty. Praca mnie bardzo zadowala, bo jest czymś co polubiłam. Dużo się też uczę w pracy. Mam więc tą różnorodność. Nie odczuwam tej monotonii co jest na dziennych studiach. Codziennie uczysz się tego samego. Ja mam ta różnorodność, że nie nudzę się tym co robię. Tutaj mam pracę, ale wpada mi weekend ze studiami to poznaję inne nowe rzeczy. Dlatego uważam, że jest to bardzo fajne rozwiązanie. Mam kasę i jestem szczęśliwa. Lubię się rozwijać.
Wszystko zależy też od pracodawcy, czy zgodzi się na to, że studiujesz i czasami będzie ci szedł na rękę. Nie każdy się na to zgodzi.
A jak to wygląda z innej perspektywy... życie towarzyskie zawalone, bo w ciągu dwóch tygodni wolną mam jedną jedyną niedzielę. Pracuję od poniedziałku do soboty w jeden tydzień i w następny od poniedziałku do piątku i od piątku zaczynam studia do niedzieli. Więc nie mam życia towarzyskiego. Brak czasu na siebie, na bloga, na pasje, dlatego staram się znaleźć dodatkową godzinę, bo 24 w ciągu doby nie wystarczają.


Jak się organizuję... Jedyne czego potrzebuję to piszący długopis, marker, coś kolorowego do zaznaczenia ważniejszych spraw i dwa kalendarze. Jeden do torebki w formie książkowej, a drugi wiszący na ścianie. Gdyby nie one, tak naprawdę nie wiedziałabym jak to wszystko ze sobą ogarnąć i połączyć. Na początku było ciężko, ale w końcu znalazłam na to własnie taki sposób. Mam zaznaczone tygodnie ze studiami. W pracy mam tak ustalany grafik, żeby godziny odpowiednio się zgadzały. W pokoju mam powieszone daty zjazdów na studiach i niestety codziennie sprawdzam, na którą mam do pracy.  Muszę to kontrolować, bo inaczej albo bym o czymś zapomniała, albo bym się nie wyrobiła ze studiami. Na zaocznych też jest pełno zadań, które musimy opracować w domu albo książki do przeczytania, bo będziemy omawiać na następnych zajęciach. Tego jest naprawdę dużo. W tygodniu jak jest praca, ciężko się przygotować do zajęć, które mają być za 2 tygodnie. Śmieszne, ale prawdziwe. Czasami jestem taka zmęczona, że zasypiam zaraz po przyjściu do domu, albo o bardzo wczesnej porze i już nie mam jak coś poczytać.


Systematyczność - jeżeli już coś na studiach zadadzą, to staram się to zrobić już tego samego dnia, jak wrócę do domu, bo wiem, że w te 2 tygodnie nie dam rady tego zrobić - to niewykonalne. Oprócz pracy też jest dom, a w domu dużo się dzieje.
Pamiętam jak w liceum zadania domowe odkładałam na ostatnią chwilę i zawsze z tym jakoś zdążyłam... Teraz nie ma takiej opcji. Jeżeli coś ma być dobrze zrobione, to nie da się tego zrobić na ostatnią chwilę. Chyba, że nie będziesz spać kilka nocy.


Podsumowując, ciężko jest łączyć naukę z pracą nie tylko na studiach dziennych, ale i zaocznych. To duże wyzwanie i nie każdy sobie z nim poradzi. Trzeba być bardzo zorganizowanym, systematycznym i mieć w sobie samodyscyplinę i samokontrolę. Mamy taki sam sposób na połapanie się we wszystkim. Kalendarze są zbawieniem dla nas obu! A nawet się nie konsultowałyśmy co do treści naszych wypowiedzi :).
A i jeszcze jedno... Godzina powinna mieć 30, nie 24 godziny. Wtedy obie byśmy się ze wszystkim wyrabiały!

piątek, 25 marca 2016

Jak wspominać maturę z uśmiechem na buzi? #2

Hej kochani!

Matura, matura, matura... Dziś troszkę o języku polskim pisemnym. Przejrzałam arkusze egzaminacyjne z poprzedniego roku i nie różnią się tak bardzo od mojej matury jak sądziłam. Jedyną różnicą jaką zauważyłam jest dodatkowy tekst i pytania do niego. Kiedy pisałam maturę z polskiego mój arkusz zawierał jeden tekst z pytaniami i dwa tematy wraz z fragmentami (jeden do wyboru), na które pisało się wypracowanie.

Co robić, żeby zdać maturę?

1. Uważaj na lekcjach!
To tylko 45 minut, a może zdziałać cuda. Nie zajmuj się w tym czasie telefonem, rysowaniem obrazków na końcu zeszytu czy plotkami z koleżanką czy kolegą. Słuchaj, pracuj, a to się opłaci. Każda minuta pracy w szkole to kilka minut pracy w domu. Dlaczego? Bo w domu mamy miliony różnych "rozpraszaczy" uwagi, prace domowe z innych przedmiotów, naukę na kartkówki i facebooka, który pochłania mnóstwo czasu. Na lekcji możemy zająć się tylko tematem, który dotyczy języka polskiego.


2. Dużo czytaj i rób to ze zrozumieniem.
Pierwsza część "mojej" matury polegała na czytaniu ze zrozumieniem, wyciąganiu wniosków i myśleniu. To można przećwiczyć w domu i to na wszystkim co ma literki. Weź gazetę w rękę, przeczytaj jakiś artykuł i zastanów się o czym był. Stwórz pytania do tekstu i odpowiedz na nie. To trochę zabawa, trochę nauka, ale jest miłą formą ćwiczenia. Możesz też czytać książki, które dotyczą Twoich zainteresowań albo po prostu są polecane przez innych. Nie tylko możemy zakochać się w książkach, bohaterach i w światach, w których żyją. Dzięki czytaniu uczymy się nieświadomie ortografii, interpunkcji, budowania "ładnych" zdań :).

3. Przed maturą - powtórz wszystko!
Ale nie dzień przed egzaminem. Kup sobie repetytorium, gdzie są streszczenia lektur i najważniejsze fragmenty innych tekstów i powtarzaj sobie wszystko stopniowo. Z tego co pamiętam, ja przepisywałam sobie najważniejsze rzeczy z zeszytów na kartki "z notatkami" dotyczące lektur i z tego się uczyłam. Nie zakuwałam na pamięć, ale starałam się zapamiętać skojarzeniami najważniejsze fakty, imiona bohaterów, wydarzenia i "co autor miał na myśli".


4. Nie ucz się z filmów!
Adaptacje filmowe lektur są bardzo dobrym pomysłem na powtórzenie materiału, ale nie nauczysz się z nich wszystkiego. Wiele rzeczy jest pominiętych, a film to tak naprawdę zamysł reżysera, jego wizja danej książki. Więc oglądaj, ale jako formę przypomnienia sobie "o co tam chodziło", a nie "obejrzę i będę wiedzieć".

5. Zacznij pisać!
I nieważne co piszesz, czy to pamiętnik czy listy do przyjaciela czy prowadzenie bloga :). Ważne żeby umieć pisać o wszystkim. To rozwija Twoją wyobraźnię i warsztat pisarski. Codziennie postaraj się opisać najpiękniejszymi słowami jakie znasz cały swój dzień. Stosuj metafory, porównania, odnoś się do tego co było, pisz jak jest teraz. I nieważne o czym będziesz pisać. Takie codziennie ćwiczenie pomoże Ci później napisać wypracowanie na maturze z łatwością.


6. Przygotuj się do każdej matury próbnej!
Wyobraź sobie, że każda matura próbna, którą robisz w domu czy w szkole jest już tą właściwą. Że zależy od niej dostanie się na studia. Pisz każdą z myślą, że to jest ważne i musisz wziąć to na poważnie. Zobacz wtedy jak Ci idą zadania, które Ci nie wychodzą i ćwicz to w czym nie jesteś dobry.

Matura coraz bliżej i mam nadzieję, że moje rady się Wam przydadzą :).
I znowu trzy uniwersalne, które dotyczą każdego przedmitu:

Uwierz w siebie, wszystkiego da się nauczyć!
Każda praca przynosi efekty!
Bądź nastawiony pozytywnie do tego co robisz!


PS. Zapraszam również na post dotyczący matematyki, który jest dostępny pod linkiem tu(klik).

wtorek, 22 marca 2016

TAG: 100 pytań, których nikt nie zadaje #2

Hej Kochani!

Dziś druga część tagu. Mam nadzieję, że będzie się Wam miło czytało. Więc... herbatki w dłonie, kapcie na stopy, kocyki na kolana i lecimy!
(Przypominam, pytania kradzione :) )
Dziś wyjątkowo tylko jedno zdjęcie. A między pytaniami piosenki, których ostatnio słucham nałogowo :)!



51. Czy używałaś broni?
Nie, ale chciałabym pójść kiedyś na strzelnice postrzelać. (Wiem, że moi rodzice czytają, macie pomysł na niespodziankę na jakąś okazję :D)

52. Kiedy ostatnio robiłaś zdjęcie u fotografa?
Przed rozpoczęciem studiów czyli prawie 3 lata temu!

53. Czy uważasz, że musicale są kiepskie i tanie?
Nie, bardzo lubię musicale.

54. Czy święta są dla Ciebie stresujące?
Nie, ale pewnie za kilka lat już będą. W domu nadal mam rolę dziecka i jedyne co muszę robić to pomagać i niczym się nie przejmować.

55. Czy kiedykolwiek jadłaś pierogi?
Nie, nigdy... No jasne! Zapraszam przy okazji na starszy post, w którym robię pierogi z moją babcią. (klik)


56. Ulubione ciasto owocowe?
Hmmm... Każde, które zrobi moja mama.

57. Kim chciałeś być w dzieciństwie?
Najpierw chciałam być żoną bogatego mężczyzny, później weterynarzem, chyba też myślałam nad byciem Indianinem. I oczywiście czekałam na list z Hogwartu.

58. Czy wierzysz w duchy?
Tak. Coś na pewno siedzi w narożniku w mojej jadalni i stuka jak jemy obiady.

59. Czy miałeś kiedyś uczucie Déja vu?
Nawet dziś!

60. Czy bierzesz codziennie witaminy?
Zaczęłam tydzień temu, żeby walczyć z moją słabą odpornością.



61. Czy nosisz kapcie?
Ostatnio zaczęłam nosić. Chyba się starzeję...

62. Czy nosisz szlafrok?
Mam go właśnie na sobie.

63. W czym śpisz?
W koszuli nocnej w pingwinki. To chyba nie zaskoczenie :D.

64. Pierwszy koncert?
W brzuchu mamy chodziłam do filharmonii.

65. Superpharm, natura czy rossman?
Hebe :D!



66. Nike czy adidas?
Nike

67. Cheetos czy fritos?
Cheetos

68. Orzeszki czy nasiona słonecznika?
Słonecznik!

69. Czy słyszałaś o grupie Tres Bien?
Nope.

70. Czy brałaś lekcje tańca?
Tak. Przez 4 lata tańczyłam w zespole.



71. Jaki zawód wyobrażałaś sobie wykonywany przez rodzeństwo?
Nie mam rodzeństwa :(.

72. Umiesz zwinąć język w rurkę?
Umiem nawet zrobić "kwiatka".

73. Czy kiedyś wygrałaś konkurs ortograficzny?
Nie :(.

74. Czy kiedykolwiek płakałaś ze szczęścia?
Wiele razy.

75. Czy masz płyty gramofonowe?
Mam!



76. Czy masz gramofon?
Mam!

77. Czy palisz kadzidełka?
Nie, chociaż po przeczytaniu pytania mam ochotę.

78. Czy kiedykolwiek byłaś zakochany?
Wiele razy!

79. Jaki koncert chciałabyś zobaczyć?
Po raz kolejny Czesława.

80. Ostatni koncert jaki widziałaś?
Czesław Śpiewa. (klik)



81. Gorąca czy zimna herbata?
Letnia :).

82. Cukier czy słodzik?
Cukier!

83. Jak dobrze potrafisz pływać?
Bardzo dobrze pływam.

84. Czy potrafisz wstrzymać oddech bez zatykania nosa?
Tak.

85. Czy jesteś cierpliwa?
Pracując z dziećmi muszę być cierpliwa :).

Musiałam do tej odpowiedzi dodać ten utwór, hahaha. Nie słucham akurat tej piosenki bez przerwy :D.

86. DJ czy zespół na wesele?
Zastanowię się jak będę miała narzeczonego :D.

87. Czy kiedykolwiek wygrałaś jakiś konkurs?
Tak! (klik)

88. Czy miałeś kiedyś operację plastyczną?
Nie :D

89. Wolisz czarne czy zielone oliwki?
Żadnych! Nienawidzę oliwek.

90. Czy umiesz szyć/wyszywać?
Niedługo się przekonam jak będę kończyć moją pracę z filcu.



91. Najlepsze miejsce na kominek?
Salon.

92. Chcesz się ożenić?
Hmmm... Nie jestem lesbijką :D. Męża chcę mieć.

93. Jeśli masz żonę, jak długo jesteście małżeństwem?
Patrz punkt 92,

94. W kim podkochiwałaś się jak byłeś w przedszkolu?
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało - w 3 Adrianach. Był Adrian duży, Adrian średni i Adrian mały :D.

95. Czy dążysz do celu po trupach?
Nigdy.



96. Czy masz dzieci?
Nie mam. Chyba, że liczyć dzieci z mojej klasy to wtedy mam, 23 :D.

97. Czy chcesz mieć dzieci?
TAK.

98. Ulubiony kolor?
Nie mam jednego, lubię wszystkie.

99. Tęsknisz za kimś teraz?
Tak, za rodzicami.

100. Czy chodzisz na fitness?
Ja + sport = </3


piątek, 11 marca 2016

TAG: 100 pytań, których nikt nie zadaje #1

Hej kochani!

Dziś pierwsza część tagu 100 pytań, których nikt nie zadaje. Postanowiłam podzielić ten post na dwie części, żeby nikogo nie zanudzić tyloma odpowiedziami i informacjami. Pytania kradzione :). I do tego mix zdjęć, więc zapraszam do czytania i oglądania! 



1. Najlepsza rzecz jaka Ci się przytrafiła w życiu?
Trochę filozoficznie, ale samo życie :).

2. Śpisz przy zamkniętej czy otwartej szafie?
Nie mam szafy jako takiej, ale zawsze muszę mieć wszystko pozamykane łącznie z szufladami.

3. Czy zabierasz szampony i odżywki z hotelu?
Nie, nigdy tego nie robię.

4. Czy musisz być cała przykryta kołdrą?
Zostawiam tylko głowę na wierzchu :).

5. Czy kiedykolwiek ukradłaś znak drogowy?
Aż głupio się przyznawać... Słupek drogowy = znak drogowy? :)



6. Czy wycinasz kupony, ale później z nich nie korzystasz?
Wycinanie kuponów to domena Amerykanów raczej. Nie wycinam, nie korzystam.

7. Czy wolałabyś zostać zaatakowana przez niedźwiedzia czy przez rój pszczół?
Przez niedźwiedzia. Udawałabym, że umarłam.

8. Czy lubisz używać karteczek naklejanych?
 Lubię, tylko problem w tym, że nigdy ich nie naklejam.

9. Czy masz piegi?
Raz latem miałam jednego, a później zniknął. Ciężko pogodzić się ze stratą, zawsze chciałam mieć piegi :(.

10. Czy zawsze uśmiechasz się do zdjęć?


11. Co wkurza Cię, co niekoniecznie wkurza innych?
To jak zasnę z rozpuszczonymi włosami, a one w nocy wchodzą mi pod pachy...

12. Czy kiedykolwiek liczyłaś swoje kroki podczas spaceru?
Oczywiście! I kopałam kamień w drodze do domu!

13. Czy kiedykolwiek załatwiałaś się w krzakach?
Oj tak, chyba jak każdy :).

14. Czy kiedykolwiek robiłaś grubszą sprawę w krzakach?
Hmmm...

15. Czy kiedyś tańczyłaś bez muzyki?
Zdarzało się!



16. Czy gryzłeś swoje długopisy/ołówki?
Nadal to robię. Gorzej jak długopis jest pożyczony.

17. Z iloma osobami spałeś w tym tygodniu?
Czy maskotki pingwiny można uznać za osoby? 

18. Jaki jest rozmiar Twojego łóżka?
Oho... Nie mam pojęcia. Ale dwie osoby wchodzą bez problemu.

19. Piosenka tygodnia.
W sumie to piosenka miesiąca:



20. Czy przeszkadzają ci faceci ubierający się na różowo?
Nieeee, niech każdy wybiera kolory, w których czuje się najlepiej.

21. Czy nadal oglądasz bajki?
Jasne! Nawet mój licencjat dotyczy bajek animowanych.

22. Jaki jest Twój najmniej ulubiony film?
Większość filmów mi się podoba mniej czy bardziej, nie mam takiego którego nie lubię.

23. Gdzie zakopałabyś znaleziony skarb?
Pod kompostownikiem w ogrodzie.

24. Co pijesz najczęściej do obiadu?
Nic. Po obiedzie dopiero piję herbatę. Taka rodzinna tradycja.

25. Ulubiony sos do nugetsów?
Ketchup standardowo.


26. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
Mam wiele... Sushi, kuskus, brik, surówka z buraków...

27. Jakie filmy możesz oglądać w kółko i nadal kochasz?
"Amelia", "O północy w Paryżu", "Rusałka".

28. Ostatnia osoba którą pocałowałaś lub która Ciebie pocałowała?
Moja mama na dobranoc. (Tak, mam 22 lata i nadal dostaję buzi na dobranoc!)

29. Czy byłaś kiedyś w harcerstwie?
Byłam i mam świetne wspomnienia.

30. Czy kiedykolwiek pozowałeś nago w magazynie?
Nie i nie mam zamiaru :D.


31. Kiedy ostatnio pisałeś do kogoś list na papierze?
Tydzień temu. Mam cały plik listów do wysłania. (Daniel, czekaj cierpliwie :*)

32. Czy potrafisz wymienić olej w samochodzie?
A gdzie tam. Nawet płyn do spryskiwaczy dolewa mi tata :D.

33. Czy kiedykolwiek dostałaś mandat za przekroczenie prędkości?
Nigdy, całe szczęście.

34. Czy kiedykolwiek zabrakło Ci benzyny?
Jeszcze nie, ale z moim zapominaniem o tankowaniu spodziewam się tego w najbliższym czasie.

35. Ulubiony rodzaj kanapki?
Zjadam wszystkie!



36. Co najbardziej lubisz jeść na śniadanie?
Jabłko.

37. Kiedy chodzisz spać?
Zależy od następnego dnia. Jeśli muszę wcześnie wstać to koło godziny 23, północy. Jeśli następnego dnia mam wolne to potrafię siedzieć i do 4.

38. Czy jesteś leniwa?
Aż nie chce mi się odpowiadać na to pytanie ;)

39. Za co przebierałaś się na bale w przedszkolu?
Z tego co pamiętam byłam muchomorem, innego razu indianinem, Hermioną (W czasach, kiedy nikt o Harrym Potterze jeszcze nie słyszał).

40. Jaki jest twój chiński znak zodiaku?
Właśnie sprawdziłam... Jestem psem :D.



41. W ilu językach mówisz?
Biegle po polsku haha. Radzę sobie z angielskim, niemiecki rozumiem, uczę się języka migowego.

42. Czy prenumerujesz jakiś magazyn?
Nie.

43. Lego czy lincoln lego?
Lego!

44. Czy jesteś uparta?
Jak każda kobieta :).

45. Leno czy Letterman?
Say whaaaat?


46. Czy oglądałaś kiedyś seriale?
Oglądam bez przerwy! Mam ich koło 50 :).

47. Czy boisz się wysokości?
Boję się jeśli nie mam połączenia z ziemią, np. kiedy lecę samolotem.

48. Czy śpiewasz w samochodzie?
Jak tylko do niego wsiądę.

49. Czy lubisz śpiewać pod prysznicem?
Najczęściej korzystam z wanny, ale tak!

50. Czy lubisz tańczyć w aucie?
Jeśli jestem pasażerem to zdecydowanie lubię.



Następna część TAGu za tydzień :). Mam nadzieję, że lubicie takie posty, chciałam mieć małą odskocznię od myślenia.

Miłego weekendu kochani!

sobota, 27 lutego 2016

Jak wspominać maturę z uśmiechem na buzi? #1

Hej Kochani!

Najwięcej komentarzy odnośnie przyszłych postów na moim blogu, było o organizacji, studiach i maturze. Studia prawie za mną, matura za mną już dawno, a organizacji nadal się uczę. Ale stwierdziłam, że to co wiem i pamiętam mogę Wam tu przekazać.

Matura... Pierwszy poważny egzamin w życiu każdego ucznia, który wybrał liceum lub technikum. Szczerze powiedziawszy trzęsłam się cała na samą myśl o maju i ubraniu się na galowo, jeszcze długo przed maturą.

Właśnie przejrzałam informacje na temat nowej matury i jestem zaskoczona. Mój egzamin składał się z obowiązkowej podstawy (matematyka, język polski i język obcy - angielski). Teraz trzeba do tego dołożyć jeszcze jeden przedmiot dodatkowy, który piszemy w rozszerzeniu.

Egzamin ustny z języka polskiego również jest zupełnie inny niż mój. Ja musiałam przygotować prezentację na wybrany przeze mnie temat i mówić ją przez około 15 minut przed komisją. Następnie komisja zadawała pytania odnośnie mojej pracy. Teraz uczeń musi odpowiedzieć w formie monologowej na temat jakiegoś tekstu, który wylosuje.



Mogę więc wypowiedzieć się tylko na temat egzaminów pisemnych i egzaminu ustnego z języka obcego, bo to się nie zmieniło za bardzo.

W dzisiejszym poście będę mówić o matematyce - prawdziwej zmorze licealistów!
Sama byłam w klasie z rozszerzoną matematyką, ale nie szło mi to najlepiej. Byłam jedną z gorszych uczennic w klasie z tego przedmiotu. Przyznaję się bez bicia. W domu potrafiłam rozwiązać każde zadanie samodzielnie, a w szkole - nic. Na maturze natomiast poszło mi całkiem dobrze. A na studiach, gdzie miałam cały semestr matematykę, okazało się, że jednak mam jakieś pojęcie na ten temat. Co więcej miałam 5! Po co to piszę? Żeby pokazać Wam, że sam fakt nieradzenia sobie w szkole nie oznacza, że nie dacie sobie rady na maturze.

Jak uczyć się matematyki?

Moją pierwszą radą jest najpierw nauka logicznego myślenia. Bo o to w tym wszystkim chodzi! Nie o wzory, bycie orłem w liczeniu, a właśnie o logikę. A najprzyjemniejszym ćwiczeniem są gry logiczne dostępne choćby na telefony! Co mogę polecić? (linki przekierują Was do sklepu Google Play)
Cut the Rope
Unblock me
Naprawdę fajna gra (btw. nie wiem kto nazywał tę grę, ja na nią mówię "bloczki")
Łamigłówki z zapałkami
Poza tym bardzo lubię sudoku, które również jest grą logiczną i bardzo dobrze rozwija. Jeśli lubicie grać w Pou to jest w nim dostępne sudoku :).


Po drugie, ważne jest aby nie uczyć się matematyki na pamięć. Dlaczego? A to dlatego, że każde zadanie wymaga od nas innej wiedzy i innych umiejętności. Oczywiście, matematyka to wiele schematów i często zmieniają się jedynie dane. Ale w dużym stresie jesteśmy w stanie zapomnieć jak się nazywamy, więc łatwo też zapomnieć coś co mamy wkute na blachę do głowy.

Po trzecie - zrozum ! Tak jak wyżej - jeśli uczysz się na pamięć to uczysz się na chwilę. Lepiej przeanalizować to co jest dla nas niejasne, sięgnąć do książki, internetu i starać się zrozumieć o co chodzi w zadaniu. Wtedy zostanie nam to w głowie na dłużej.


Po czwarte, dużo ćwicz. Jeśli Ci wychodzi - super, jeśli nie wychodzi - dowiedz się dlaczego. Nie bój się też pytać o pomoc. Kiedy wszystko się zrozumie, łatwiej jest rozwiązywać zadania. A rozwiązywanie powinno wejść w nawyk. Wszystko trzeba ćwiczyć, żeby być w tym dobrym, inaczej się nie da. Chyba, że ma się wrodzoną zdolność lub talent (w co nie wierzę :) ).

Ćwicz regularnie. Wiem, początki są bardzo trudne, bo kształtowanie w sobie nawyków jest ciężkie. Ale to daje duże efekty. Przynajmniej pół godziny nauki dziennie bardzo dużo może Ci dać. Możesz sobie ustalić, że pół godziny dziennie przed snem jest poświęcone na matematykę. I rób to na prawdę codziennie.


Po szóste - podczas ćwiczenia rozwiązywania zadań nie spiesz się i przyłóż się do tego co robisz. Być może Twoje problemy z nauką matematyki wynikają z tego, że brzydko mówiąc masz to w dupie. Może robisz jakieś głupie błędy, może starasz się rozwiązać zadania bardzo szybko albo na odwal. Sama wiem po sobie, że czasami robiłam banalne błędy tylko dlatego, że chciałam to zrobić jak najszybciej. I to bardzo zniechęca. Ale nie poddawaj się, wszystkiego uczysz się po coś. Nie mówię, że cały materiał Ci się przyda w życiu. Ale geometria zdecydowanie jest potrzebna. Inne rzeczy też musisz umieć, żeby zdać maturę.

Daj sobie czas! To moja siódma rada. Nie każdemu nauka przychodzi łatwo. Jedni potrzebują godziny, żeby opanować dany materiał, a inni cały dzień. To całkowicie normalne. Nie zniechęcaj się, wszystko się opłaci później. Jeśli czujesz, że "dziś to nie jest dzień na naukę matematyki", usiądź nad nią na godzinę. Jeśli czujesz jednak, że dziś Ci się uda, spędź z książką i zadaniami więcej czasu. Ale pamiętaj o przerwach i wietrzeniu pokoju :).


I czas na ostatnią radę - podczas powtarzania materiału przed maturą, zacznij od tego co sprawia Ci najwięcej trudności. Wiadomo, jak coś umiemy jest nam przyjemniej to robić. Więc jeśli uwielbiasz ułamki, a nienawidzisz funkcji przyjmij sobie taki system powtarzania. 3 zadania z funkcji, 1 zadanie z ułamków, 3 zadania z funkcji, 1 zadanie z ułamków. Niech tematyka, którą lubisz będzie dla Ciebie nagrodą. Na mnie się to sprawdzało. Pamiętaj, skup się na tym co jest najtrudniejsze. Lepiej chociaż "liznąć" tego czego nie potrafimy zbyt dobrze, niż całkowicie to olać. Poza tym, lepiej zacząć od tego czego nie lubimy, bo na początku nauki mamy "chłonny umysł", nasz mózg nie jest jeszcze zmęczony. Wtedy lepiej przyswajamy wiedzę.

Mam nadzieję, że post Wam się spodobał i coś z niego wyniesiecie. Poza tymi radami mam jeszcze inne, które sprawdzają się przy nauce każdego przedmiotu i będę o nich zawsze przypominać.

Uwierz w siebie, wszystkiego da się nauczyć!
Każda praca przynosi efekty!
Bądź nastawiony pozytywnie do tego co robisz!

wtorek, 16 lutego 2016

Ponad rok, zmiany, plany, pomoc !

Hej Kochani!

Aż głupio mi wracać po ponad czteromiesięcznej przerwie. Nie dałam znaku życia, nie napisałam dlaczego zniknęłam, nie dałam znać, że mnie nie będzie. Tak niestety wyszło. I bardzo mi przykro, że zaniedbałam mojego bloga. Od listopada nie miałam zupełnie na nic czasu. Zero rozrywki, zero wolnej chwili. Chodziłam oczywiście na zajęcia z ceramiki, ale to nie był czas kiedy mogłam przeleżeć cały dzień i nic nie robić. Czasem bywało lepiej, czasami gorzej, ale takie jest życie studentki trzeciego roku.

Co się zmieniło?
Zacznijmy od przyjemnych rzeczy - minął rok odkąd chodzę na ceramikę, ale o tym będzie inny post. Wrócimy do moich początków, pokażę Wam wszystkie moje prace. Widzę w sobie postępy i mam nadzieję, że Wy powiecie to samo.




Zaliczyłam sesję i nie zeszłam poniżej oceny 4,5. Pierwszy raz w mojej karierze edukacyjnej będę miała tak wysoką średnią. Same 4,5 i 5. Dla mnie to ogromny sukces, którego się nie spodziewałam. Jestem osobą, która raczej nie wierzy w siebie, a tu proszę bardzo, udało się! Oby kolejna sesja była taka jak ta.

Dostałam stypendium naukowe dla najlepszych studentów! Kolejny sukces edukacyjny. Jestem z siebie niesamowicie dumna, moi rodzice również. Skakałam ze szczęścia kiedy się o tym dowiedziałam. Nigdy bym nie pomyślała, że ja, zwykła Agnieszka, zawsze przeciętna, może dostać stypendium za osiągnięcia.



Skończyłam praktykę w przedszkolu i szkole. Ale to nie koniec ze szkołą, dyrektor zgodził się, abym jeszcze w 2 semestrze przychodziła do mojej klasy jako wolontariusz. Wszyscy mnie ciepło przyjęli. A ja usycham z tęsknoty za moimi dzieciakami. Nie mogę się doczekać aż znowu będę mogła im pomagać w nauce, pomagać w rozwiązywaniu konfliktów i problemów.

Straciłam kilka osób, ale i zyskałam inne osoby oraz zobaczyłam kto jest i będzie zawsze. Jednak czasami można się co do niektórych pomylić. Najważniejsze, że wiem do kogo mogę zadzwonić o 3 nad ranem i mam pewność, że ta osoba odbierze i pomoże.



Co planuję?
Póki co chciałabym powoli tu wrócić. Boję się jednak, że nie znajdę czasu na pisanie. Ten semestr będzie najtrudniejszym ze wszystkich, które są już za mną. Pisanie pracy licencjackiej, dalszy wolontariat, dalsza ceramika, mnóstwo nauki i działania na uczelni. Ale kto jak nie ja? Muszę dać radę!

W czym możecie mi pomóc?
Posty Tunezyjskie - jeśli jest coś o czym chcielibyście przeczytać na temat Tunezji - proszę dajcie mi znać w komentarzach. Postaram się napisać o wszystkim o co poprosicie, w miarę możliwości.
Posty o mnie - chcecie poznać moje zdanie na jakiś dłuższy temat - dajcie znać w komentarzu!
Posty o maturze, studiach, organizacji - wszelkie takie rzeczy mogę napisać, tylko podpowiedzcie mi co dokładnie. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się o moich doświadczeniach, radach - napiszcie w komentarzach! :)



Całuję Was mocno i do następnego,
Pingwinek!