niedziela, 1 listopada 2015

Ceramika #9 - szkliwienie prac

Hej Kochani!

Mam lekkie przesunięcie, post miał być wczoraj, a wychodzi dzisiaj. Czasami tak bywa, że coś nam zajmie czas i głowę. I tu nie chodzi o Święto Zmarłych, Halloween czy coś w tym stylu.

W sobotę jak zwykle była ceramika i szkliwienie prac. Powiem Wam, że byłam zaskoczona, bo znowu nauczyłam się czegoś nowego, a myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy.



Wcześniej wcale nie używaliśmy papieru ściernego. Okazało się, że poprzednia glina (jak już wcześniej wspominałam) miała więcej szamotu, a przez to nie mogliśmy usuwać nierówności. A to dlatego, że porobiłyby się dziury w pracy. Teraz jednak gdy tego szamotu praktycznie nie ma, możemy bez problemu usuwać wszystko co nam wystaje, a wystawać nie powinno.


Poza tym używaliśmy teraz szkliwa w płynie, a nie proszku. To oznacza, że nic nie musieliśmy rozrabiać i to było świetne! Wystarczyło, że wymieszaliśmy lekko mieszankę i można było brać się do pracy. Nie trzeba było myśleć nad proporcjami, nad tym jak to zrobić, żeby nie było za gęste. Tym razem było o wiele łatwiej szkliwić i szło to szybciej. W poprzedniej pracowni używaliśmy szkliwa w proszku, do którego dodawaliśmy wodę i po prostu wszystko pokrywaliśmy mazią. A w dodatku szkliwo w proszku spływa po pracy, podczas wypalania mogą robić się brzydkie zacieki. Z kolei szkliwo, którego używałam teraz pozostaje w miejscu, w którym zostało nałożone. Nie ma więc strachu, że coś spłynie na inne elementy i po wyciągnięciu z pieca będzie wyglądać źle.



Zacznijmy może od zegara, który troszkę się skurczył i wyszedł krzywo, ale nie widać tego na zdjęciach. Nie stoi w pionie, jest lekko przekrzywiony ale myślę, że nie będzie tego widać kiedy będzie stał na kominku. Po wypaleniu wyglądał tak:


Wszystkie nierówności, które powstały wyrównałam. Po tym we wszystkie wydrążenia powchodził pył, więc musiałam oczyścić to pędzelkiem.



I przyszedł czas na szkliwienie! Jeśli wszystko dobrze pójdzie kamienie i góra pod sklepieniem będą miały czarny, matowy kolor ze złotymi przebłyskami. Na resztę pracy położyłam przezroczyste szkliwo, dzięki któremu praca będzie z zewnątrz wodoodporna.





Z kolei góra z wsią i kościołem wyszła po wypaleniu tak:


Po kolei nakładałam szkliwo na wszystkie szczegóły. Zaczęłam od drogi, pni drzew i płotka, które nie będą różowe, a w kolorze jasnobrązowej gliny:


Następnie zajęłam się koronami drzew. Stwierdziłam, że nie chcę aby miały taki sam kolor, więc wyjdą różnokolorowe, ale wszystkie zielone. Teraz tego nie widać, ale mam nadzieję, że to wyjdzie!



Na końcu poszkliwiłam domki i kościół na kolor wanilii, a wszystkie dachy na ceglastoczerwony. Resztę pracy, tak jak latarnię, pokryłam przezroczystym szkliwem.   



Trzymajcie kciuki, żeby coś z tego wyszło! 

Poprzednie ceramiczne posty:



PS. Dzięki za wszystkie Wasze komentarze i odwiedziny! W wolnych chwilach odwiedzam Wasze blogi, ale niestety nie zawsze mam czas komentować.

4 komentarze:

  1. Łoo, jak to super wygląda! Jako dziecko zawsze bawiłam się gliną, a tu proszę! Ciekawie to wygląda i muszę powiedzieć, ze nasz do tego rękę :) ja pewnie zrobilabym kulę i byłabym szczęśliwa hahahaha
    Czekam na post o domach w skałach!
    Buziaki i zapraszam do mnie - smile-for-me-beautiful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow świetnie to wygląda! Ja zdecydowanie nie mam talentu do takich rzeczy.
    /Liseł
    NASZ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale to wygląda! Bardzo mi się podoba :)) Muszę kiedyś spróbować ^^
    Pozdrawiam ♥
    http://princessdooomiii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Człowiek uczy się całe życie (a i tak umiera głupi-jak by to powiedziała moja babcia) :D Zegar już wygląda bardzo ładnie, jestem ciekawa jak wyjdzie ze wskazówkami i kiedy postawi na kominku! ;)
    http://to-moimzdaniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń