wtorek, 4 sierpnia 2015

Solo Act, Czesław, koncert

Hej Kochani!

Ten post jest totalnie nieplanowany, ale nie to się tu liczy. Jak wiecie UWIELBIAM Czesława Mozila. Pisałam o tym kiedy wspominałam o moich ulubionych muzykach. I właśnie, kilkanaście minut temu wróciłam z koncertu. Jestem przeszczęśliwa. Świetna atmosfera, dość prywatna. Koncert był na tylko 100 osób, więc czułam się jakby Czesław mówił tylko do mnie i moich rodziców. To nie był zwykły koncert. Było więcej mówienia niż grania i to mi się bardzo podobało.
"Muzykę macie na płytach!" - tak artysta rozpoczął swój występ. I całkowicie się zgadzam!


Czesław wyjaśniał skąd co się wzięło, mówił o swoim życiu, emigracji. Jak sam powiedział była to całkowita spowiedź. A śmiechu było co nie miara. Nigdy, powtarzam nigdy nie byłam na tak świetnym, zabawnym koncercie.

Rozmawiał z publicznością, widać, że większość jego wypowiedzi nie była planowana. Wszystko było spontaniczne, pod wpływem chwili i to było niesamowite. Zostaliśmy poczęstowani żelkami Haribo, dowiedzieliśmy się tylu rzeczy o nim. Po prostu super!

Co mnie rozbawiło, barmanka zmierzała do wyjścia, Czesław przerwał swoją wypowiedź, spojrzał na nią i powiedział "Wychodzisz? Ale wrócisz?". Nigdy nie spotkałam się z tak zabawnym człowiekiem na scenie. Kabarety nie dorastają mu do pięt!

Po koncercie, ja jak to ja, poszłam po autograf. Wyszły z tego aż 3 :D. A aktualnie brakuje mi tylko 2 płyt. Ale kto by się tym przejmował w tej chwili!



I wiecie co? Moim marzeniem było zrobić sobie zdjęcie z Czesławem, stanąć obok niego, uśmiechnąć się do aparatu, poczuć flesz na twarzy. I to marzenie dziś się spełniło! Kolejne marzenie mogę odhaczyć z mojej "listy marzeń" w głowie.


Wyszłam jak nie wiem co i wiem o tym. Nie mam oczu, mój uśmiech dosłownie rozrywa mi twarz, ale jestem tak szczęśliwa, tak niesamowicie szczęśliwa, że nie obchodzi mnie nawet to jak wyszłam!

Teraz jestem w domu, siedzę w fotelu i zastanawiam się jak to szybko minęło. Dlaczego tak szybko!? W sumie to nie siedzę, tylko skaczę w miejscu z radości. Biegam po domu jak dzieciak, piszczę jak nastolatka. W klubie trzeba było zachowywać się jak na wiek przystało. Teraz w domu, to co czuję jest nie do opisania. Założę się, że kolejny raz będę się tak czuła tylko kilka razy w życiu. Przy oświadczynach, ślubie, dziecku. Tak. Dzisiejszy wieczór jest tak samo ważny jak te wydarzenia. Normalnie piszę jak wariatka, hahaha :D. Musicie mi to wybaczyć!

Ten post jest całkowicie chaotyczny, nie ma generalnie sensu. Nie ma w nim logiki. Ale jestem tak szczęśliwa, że nie mam nawet ochoty poprawiać błędów, które widzę.

Marzenia się spełniają,
a ja jestem dziś tego idealnym przykładem.

PS. Edycja dnia następnego,
Emocje ani trochę nie opadły. Nadal żyję koncertem, zdjęciami, autografami i nie mogę się nadziwić jak bardzo sprawił mi ten wieczór radość. Jednak muszę to napisać - ten post nie nadaje się do niczego, jest taki... taki przepełniony optymizmem, a mój "talent literacki" zgubił się w drodze na solo act. Ale trudno. Poza tym, jak mogę przestać myśleć o wczorajszym wydarzeniu kiedy jestem na zdjęciu u Czesława na facebooku?! No jak! I muszę się pochwalić, tak jak chwaliłam się wczoraj:


Tak, ukradłam to zdjęcie i wcale nie jest mi wstyd! Tam podświetlona, to ja. A obok moja ukochana mama, po prawej natomiast stronie (już nie podświetlony) to mój tata! Co za radość ;D!

3 komentarze:

  1. Ojej, zabawa musiała być naprawdę super, nigdy jakoś nie interesowałam się tym człowiekiem, ale rzeczywiście jest zabawny :D oczywiście że marzenia się spełniają!
    http://to-moimzdaniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Też go bardzo lubię, może nie słucham jakoś namiętnie jago twórczości, ale uważam go za uroczego człowieka. ;p
    Co do Twojego zdjęcia z Czesławem, tez mam jedno takie z Gok Wanem i również zupełnie nie obchodziło mnie jak na nim wyszłam (a szczerzę się jak głupia;p), ważne, że mogłam stanąć obok niego i zamienić z nim chociaż kilka słów!
    robertakaaa.blogspot.com : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie jestem fanką jego twórczości, ale bardzo lubię go jako właśnie człowieka, takiego prawdziwego i dowcipnego. Ciekawa forma koncertu, pierwszy raz o takiej słyszę, ale w sumie miał rację, skoro to było spotkanie kameralne, to dobrze, że pokazał siebie fanom z bliska :) Co do zdjęcia, to rozumiem w stu procentach, emocje tak samo, też tak miałam po koncercie ukochanego zespołu! ;) A skoro jeszcze jesteś na jego fejsbuku i to wraz z mamą, to tym bardziej zrozumiała jest Twoja radość. Gratuluję spełnionego marzenia!
    http://sloiczeknutelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń