piątek, 28 sierpnia 2015

Bo myśleć trzeba umieć - filmy i istny chaos

Hej, hej, no hej.

Dzisiaj nie będzie nic ciekawego, więc już możecie kliknąć ten szary tudzież czerwony X w prawym górnym rogu. Ostatnio wiele oglądam, seriali i filmów. Ba! Byłam nawet w kinie. 3 razy.
Jak wiecie jestem studentką pedagogiki, za rok będę miała obronę licencjatu. Jeśli się obronię będę mogła dumnie nazywać siebie nauczycielką. Boję się tego momentu. Boję się dorosłości, płacenia rachunków, samodzielnego życia. A w końcu tytuł (być może niezbyt wielki, ale jednak) licencjata to już coś. To skończenie studiów pierwszego stopnia, wejście wielkim krokiem w dorosłość. To kolejny krok, a jak dla mnie miałam ich już wiele. Bo w końcu osiemnaste urodziny, później zdobycie prawa jazdy, zdanie matury, dostanie się na studia - to były małe kroczki ku dorosłości. Już od kilku lat sama o sobie decyduje. Ale wciąż mieszkam z rodzicami i napawa mnie strachem myśl, że niedługo to się zmieni. Za mniej więcej rok przeprowadzę się do wielkiego miasta, jakim jest stolica Naszego pięknego kraju. Za rok rozpocznę kolejne studia, tym razem magisterskie. Za kolejne 3 lata będę musiała obronić siebie, mój kolejny tytuł. I strasznie się tego boję. Jestem wręcz przerażona. Bo nie tak dawno temu chodziłam do szkoły, z której odbierali mnie rodzice. Nosiłam piórnik i książki. Beztrosko biegałam po podwórku i największym zmartwieniem był sprawdzian z geografii.


Kurcze, nawiązanie do moich studiów miało być tylko nawiązaniem. Bo byłam na bajce "W głowie się nie mieści". I powiem Wam, że była świetna. Dzieciaki z niej mogą się wiele nauczyć. Jest przede wszystkim o dorastaniu, uczuciach, o błędach, które popełniamy. Cieszy mnie to kiedy oglądam bajkę animowaną i widzę w niej drugie dno, przesłanie. I wiem wtedy, że dziecko, które również ją ogląda nieświadomie uczy się wielu rzeczy.


Kolejnym filmem był "Naznaczony: rozdział 3". I po raz kolejny nie zawiodłam się na tej serii. Ale nie będę się nad nim rozwodzić jakość szczególnie.


Woody Allen jest moim (dosłownie) bogiem filmowym. Uwielbiam jego filmy, mogę je oglądać bez przerwy, z całym tekturowym pudełkiem popcornu na kolanach. "Nieracjonalny mężczyzna" to film, który zasługuje na oddzielny post. Ale nie zrobię tego, bo chcę, żeby filmy siedziały w jednym miejscu, zaraz obok siebie. Wracając do filmu - genialny, boski, zaskakujący, idealny. To cztery słowa, które doskonale do opisują. Ważne jest dla mnie nie to co widzę na ekranie, nie to czy mnie film bawi czy zasmuca, ale to co po nim czuję. To ile czasu mi potrzeba abym ten film przetrawiła. Z sali kinowej wyszłam lekko w szoku, bo zakończenie było niesamowicie nie do przewidzenia. A to co czułam to cała gama emocji. Byłam rozbawiona, wstrząśnięta, smutna, wszystko na raz.


Wybaczcie ten chaos. W sumie ten post jest o niczym. Naszło mnie na pisanie byle czego.
Później będzie lepiej. Bo zawsze jest tylko lepiej.


PS. Co zauważył Jacek - Emma Stone robi zeza kiedy się złości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz