poniedziałek, 30 marca 2015

Ceramika #4 - formy gipsowe, wyniki szkliwienia

Hej Mordki!

Nie było mnie od piątku, tak wiem. Nic nie czytałam i nie komentowałam, tak wiem. Wybaczcie, jakoś dopadł mnie brak humoru, cudowna książka, weekend i odpoczynek. Wszystko naraz się zeszło i nie chciało sobie pójść. Ale jestem, wracam ze zdwojoną siłą i mam kilka pomysłów na rozkręcenie tej imprezy! Chcę troszkę częściej dodawać posty i więcej być tu obecna. Codziennie sprawdzam komentarze, ale nie codziennie wchodzę na inne blogi. I muszę to zmienić.
Okej, koniec gadania, czas przejść do ceramiki :-)

W tamtym tygodniu wyjątkowo miałam zajęcia w piątek, nie jak zawsze w sobotę. Do tego po południu i troszkę krócej. Uczyłam się robienia form gipsowych, jedną z takich form używałam na poprzednich zajęciach (klik).


Zaczęliśmy od wybrania formy jaką chcemy stworzyć. Ja wybrałam długą puszkę po Ballantines'ie.
Na samym początku musiałam obłożyć ją gliną, żeby powiększyć całość. Kiedy robimy coś z gliny używając formy najlepiej jest wkładać glinę "do środka", ponieważ kiedy wysycha - kurczy się. Łatwiej wtedy ją wyjąć i dalej pracować już bez formy.





Później wzięłam się za robienie gipsu. Najlepsze jest to, że wszystko robi się "na oko". Nie wiem do tej pory jakie powinny być proporcje wody i gipsu, ale wiem jaką ma mieć konsystencję. Używaliśmy najzwyklejszego gipsu budowlanego szybkowiążącego.

Gips gotowy, glina gotowa, czas na najlepszą zabawę świata. Gips lałam od góry formy. on spływał, ja go "zawracałam" znów do góry. Kiedy już był gęstszy (przez to, że szybko wiązał) mogłam nim rzucać o formę, a on szybko zastygał.



Co jest najlepsze, nie miałam pojęcia, że zimna woda + zimny proszek = gorący gips. Kiedy tężał był jak kaloryfer - mogłam grzać sobie na nim ręce.

Na samym końcu pozbyłam się puszki i gliny z środka i umyłam ją - glina, z której korzystaliśmy była "autostradowa", czyli zwyczajna glina "z ziemi", a po wyschnięciu w środku gipsu dałaby pomarańczowy kolor :-). Kiedy to zrobiłam forma gotowa! Można z niej zrobić wazon, lampion, albo podstawę do jakiejś rzeźby.



Wyniki szkliwienia. Tego nie mogłam się doczekać, serio. Jeszcze nie zabrałam moich prac do domu, bo zwyczajnie nie miałam jak. Leżą i czekają na przyszłe zajęcia.

Serca:


Lampion:



Pingwinkowa misa:


Jestem bardzo zadowolona z efektu. Podoba mi się to, że nic nie wygląda idealnie, są smugi, miejsca, w których szkliwa praktycznie nie ma. Jest super :-).

Dajcie znać co myślicie!

4 komentarze:

  1. wow ten lampion jest cudowny! naprawdę ciekawa pasja ;)
    http://to-moimzdaniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. W życiu nie umiałabym czegoś takiego zrobić ;) Masz talent
    Obs za obs? Zacznij i daj znać, a na pewno się odwdzięczę
    http://klaudiaworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajny blog :)
    Obserwuje i liczę na rewanż.

    http://belisty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń