poniedziałek, 30 marca 2015

Ceramika #4 - formy gipsowe, wyniki szkliwienia

Hej Mordki!

Nie było mnie od piątku, tak wiem. Nic nie czytałam i nie komentowałam, tak wiem. Wybaczcie, jakoś dopadł mnie brak humoru, cudowna książka, weekend i odpoczynek. Wszystko naraz się zeszło i nie chciało sobie pójść. Ale jestem, wracam ze zdwojoną siłą i mam kilka pomysłów na rozkręcenie tej imprezy! Chcę troszkę częściej dodawać posty i więcej być tu obecna. Codziennie sprawdzam komentarze, ale nie codziennie wchodzę na inne blogi. I muszę to zmienić.
Okej, koniec gadania, czas przejść do ceramiki :-)

W tamtym tygodniu wyjątkowo miałam zajęcia w piątek, nie jak zawsze w sobotę. Do tego po południu i troszkę krócej. Uczyłam się robienia form gipsowych, jedną z takich form używałam na poprzednich zajęciach (klik).


Zaczęliśmy od wybrania formy jaką chcemy stworzyć. Ja wybrałam długą puszkę po Ballantines'ie.
Na samym początku musiałam obłożyć ją gliną, żeby powiększyć całość. Kiedy robimy coś z gliny używając formy najlepiej jest wkładać glinę "do środka", ponieważ kiedy wysycha - kurczy się. Łatwiej wtedy ją wyjąć i dalej pracować już bez formy.





Później wzięłam się za robienie gipsu. Najlepsze jest to, że wszystko robi się "na oko". Nie wiem do tej pory jakie powinny być proporcje wody i gipsu, ale wiem jaką ma mieć konsystencję. Używaliśmy najzwyklejszego gipsu budowlanego szybkowiążącego.

Gips gotowy, glina gotowa, czas na najlepszą zabawę świata. Gips lałam od góry formy. on spływał, ja go "zawracałam" znów do góry. Kiedy już był gęstszy (przez to, że szybko wiązał) mogłam nim rzucać o formę, a on szybko zastygał.



Co jest najlepsze, nie miałam pojęcia, że zimna woda + zimny proszek = gorący gips. Kiedy tężał był jak kaloryfer - mogłam grzać sobie na nim ręce.

Na samym końcu pozbyłam się puszki i gliny z środka i umyłam ją - glina, z której korzystaliśmy była "autostradowa", czyli zwyczajna glina "z ziemi", a po wyschnięciu w środku gipsu dałaby pomarańczowy kolor :-). Kiedy to zrobiłam forma gotowa! Można z niej zrobić wazon, lampion, albo podstawę do jakiejś rzeźby.



Wyniki szkliwienia. Tego nie mogłam się doczekać, serio. Jeszcze nie zabrałam moich prac do domu, bo zwyczajnie nie miałam jak. Leżą i czekają na przyszłe zajęcia.

Serca:


Lampion:



Pingwinkowa misa:


Jestem bardzo zadowolona z efektu. Podoba mi się to, że nic nie wygląda idealnie, są smugi, miejsca, w których szkliwa praktycznie nie ma. Jest super :-).

Dajcie znać co myślicie!

sobota, 28 marca 2015

Tunezja #5 - kilka ciekawych zdarzeń 1/3

Hej Mordki!
Jak widzicie dziś post o Tunezji. Zauważyłam, że lubicie je bardziej niż inne :-). I jak możecie zauważyć jest to pierwsza z trzech części. Po prostu nie chcę, żeby ten post był za długi, a wydaje mi się, że jeśli będzie rozbity na trzy to więcej osób przeczyta :-). Poza tym jak powiedziałam mamie o tym poście to nakrzyczała na mnie (oczywiście w żartach), że wypiszę wszystkie sytuacje i już nie będę miała o czym pisać. Dziękuję Mamo, miałaś rację! (I wiem, że czytasz ;-*)

Sytuacje, które będę opisywać mogą:
a) rozbawić, ale jak wiadomo każdy ma inne poczucie humoru
b) zdziwić, ale wiadomo, że każdego dziwi wszystko, a innego już nic nie zdziwi
c) rozbawić i zdziwić jednocześnie.
d). ani rozbawić ani zdziwić.

1. Lotnisko i niewielkie opóźnienie


Wyobraźcie sobie, że przyjeżdżacie na nowe lotnisko, oddane do użytku kilka miesięcy wcześniej. I wyobraźcie sobie, że właśnie macie wracać do domu. Zaledwie dwie godziny dzielą Was od wejścia na pokład samolotu. Wychodzicie, wszyscy na lotnisku oczywiście są niesamowicie mili, pomocni. Cała grupa z mojego samolotu zbiera się przy bramce na odprawie. Wszystko idzie jak po maśle. Widzimy za oknem nasz samolot. Ale, ale. Nie było tak kolorowo! Na tablicy pojawia się informacja, że nasz lot jest opóźniony o godzinę. Nie wiemy dlaczego, ale wszyscy spokojnie czekają. Co dziwne, inny samolot przed chwilą odleciał. Mija godzina, na tablicy informacja, że opóźnienie zajmie jednak 2 godziny. Sytuacja powtarza się kilka razy, za każdym razem dodają godzinę opóźnienia. Kiedy czas doszedł do 5 godzin dostaliśmy informację, że możemy wchodzić na pokład samolotu. Wszyscy szczęśliwi, że już zaraz będziemy odlatywać, a za dwie godziny wylądujemy w Poznaniu, na naszej ojczystej ziemi. Każdy zajmuje swoje miejsce, czekamy. Dostajemy jedzenie. Czekamy. Po godzinie siedzenia w samolocie obsługa prosi nas o opuszczenie samolotu, nie podają przyczyny. Wszyscy wychodzą, nadchodzi noc. Na lotnisku tylko my, ochrona i obsługa jednego sklepu. Całe szczęście dostaliśmy bony na jedzenie i picie, więc z głodu nie umrzemy. Ale nadal nie wiemy czemu nie lecimy, czemu takie opóźnienie. Mijają godziny, kilka osób zaczęło zastanawiać się co jest grane. Jeden Pan zadzwonił do ambasady, inny do tvn24. Nie wiedzieliśmy przecież nic, poza tym, że mamy czekać. Widzimy samolot, ale nie możemy do niego wejść, nie możemy odlecieć. Zaczęły chodzić plotki, że silniki są popsute, chcą nas wszystkich porwać, na 100% się rozbijemy i wszyscy zginą. Po 10 godzinach człowiek uwierzy we wszystko. Minęło 12 godzin, weszliśmy na pokład, odlecieliśmy. Nie porwali nas, nie umarliśmy. Ale strachu się najadłam za wszystkie czasy. Od tamtej pory boję się samolotów.
Nawet poszukałam linka z tvn24 - proszę (klik)


2. Pizza
Za pierwszym razem kiedy byłam w Tunezji miałam 8 lat. Jak to dziecko uwielbiałam pizzę (nadal ją uwielbiam). W hotelu przy basenie mieliśmy bar (w sumie to nie bar, a wszystko w jednym, kuchnia, alkohole i wszystko :-D), w którym można było ją zamówić. Zamówiliśmy ją i czekamy. Minęło półtorej godziny, a pizzy dalej nie ma. Rodzice zapytali kucharza (bar miał odsłoniętą kuchnię, więc wszystko widzieliśmy) dlaczego jeszcze nie dostałam mojego jedzenia, on złapał się za głowę. Zapomniał o niej, wyciągnął zwęglone coś z pieca, coś co niczym pizzy nie przypominało. Przeprosił i zabrał się za robienie kolejnej. Obserwowałam cały czas piec, patrzę, wyciągają moje upragnione danie. I nagle pizza spada. Wtedy mi do śmiechu nie było, ale teraz jak o tym myślę mam dosłownie łzy w oczach. Ja załamana, mówię o tym tacie. Pan przychodzi do nas, przeprasza jeszcze bardziej niż wcześniej i mówi, że kolejną dostanę na 100%. Trzecia i czwarta pizza wyszły wyśmienicie. Jedną dostałam w gratisie za tak długie czekanie. Można? Można! Wystarczy być miłym :-)

3. Przyjaźń


Będąc w Tunezji zawsze się z kimś zaprzyjaźniałam. Za pierwszym razem z jakąś dziewczynką, za drugim miałam "kolegów z plaży" - Heitem - tylko to imię zapamiętałam. Wszystkie znajomości kończyły się wraz z moim wylotem do kraju. Ale nie ta. Za trzecim razem byłam w pięknym hotelu. Można w nim było kupić hotelowe koszulki z imieniem, nadrukiem i innymi bajerami. Oczywiście nie mogłam nie zamówić! Wieczorem można było ją odebrać kiedy w amfiteatrze odbywały się animacje. Stoję więc w kolejce po odbiór zamówienia i nagle słyszę, że ktoś coś do mnie mówi.
- Ty też po koszulkę? - słyszę. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć, więc wypaliłam:
-A Ty też z Polski?!
I tak zaczęła się jedna w ważniejszych relacji w moim życiu. Panie i Panowie, oto Daniel:



Od odbioru Naszych koszulek do końca naszych wyjazdów trzymaliśmy się razem. Nasza przyjaźń trwa do dziś, mimo że Daniel mieszkał na drugim końcu Polski, a od roku w Stanach. Ciągle utrzymujemy ze sobą kontakt, choć już nie tak częsty jak wtedy, gdy mieszkał na miejscu. Raz nawet go odwiedziłam!


Prawdziwa przyjaźń nigdy się nie kończy. I nie ważne czy dzieli Nas 777 kilometrów czy 6273. Nieważne czy widzieliśmy się minutę, rok czy cztery lata temu. Zawsze możemy na siebie liczyć. A różnica czasu jest nawet pomocna, bo mogę napisać do niego o godzinie 4 nad ranem, a Daniel na 100% mi odpisze. I w drugą stronę działa to podobnie. Mimo kilometrów wiemy o sobie wszystko, dzielimy się radościami i smutkami, i wiemy, że zawsze możemy się sobie wygadać. 
Bo taka jest przyjaźń.


Za kilka dni post ceramiczny, więc wyczekujcie jeśli Was to interesuje :-)

!وداعا


                                                                                                                                   
Posty Tunezyjskie:

wtorek, 24 marca 2015

Q&A #1

Hej Mordki!
Po pierwsze - bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, tyle odwiedzin i tych kilka obserwacji. Cieszę się z każdej pozytywnej opinii, każdego osobnego wejścia. Dziękuję!

Po drugie - nadszedł czas na Q&A. Kilka pytań się uzbierało przez ostatni miesiąc. Jeśli spodobają Wam się ten post na moim blogu to chętnie będę dodawała takie częściej. Oczywiście nie obędzie się bez Waszej pomocy! :-)

Zaczynamy!

1. Nie obawiasz się muzułmanów? Chodzisz spokojnie ulicą, robiąc zdjęcia, jako turystka, obcokrajowiec? 
Nie obawiam się ich wcale. Nawiązałam kilka przyjaźni, które trwały dopóki nie usunęłam facebooka 2 lata temu. Muzułmanie nie różnią się od Nas niczym, poza religią i ciemniejszym kolorem skóry. To tacy sami ludzie jak my, którzy często niszczeni są przez stereotypy (tak jak z resztą każda narodowość, bo kto nie słyszał, że polak to złodziej, a muzułmanin to terrorysta). I chociaż są z nich niezłe "lowelasy" to są bardzo pozytywnie do nas nastawieni. Dla mnie przynajmniej zawsze byli.
Co do drugiego pytania, tak. Chodzę spokojnie. Nie boję się, że mnie okradną, zgwałcą, porwą i zamordują, niekoniecznie w tej kolejności. Tunezyjczycy żyją z turystyki, więc są zawsze mili i uprzejmi.



2. Twoje największe marzenie? Gdzie chciałabyś zamieszkać?
Kiedyś marzyłam o sławie, pieniądzach i mieszkaniu w Tunezji. Teraz z tych marzeń pozostało tylko jedno, choć wiem, że go nigdy nie spełnię - Tunezja. Aktualnie moim marzeniem jest skończenie studiów i znalezienie pracy w zawodzie. Wzięcie ślubu z moim ukochanym, urodzenie mu syna, szczęśliwe, spokojne życie. Podróże, na które będzie mnie stać. Zdrowie moje i bliskich. Kiedyś chciałabym wydać książkę i mieć mały domek albo mieszkanie, którego nie będę wynajmować. Żeby było tylko moje i mojego męża. Marzenia bardzo przyziemne, żadnych rewelacji :-)



3.Gdybyś mogła być zwierzęciem, jakim byś była? Jakie jest twoje ulubione zwierzę?
Musiałam połączyć te dwa pytania, bo odpowiedź jest jedna! I nie, to nie jest koń :-D Jak wszyscy odwiedzający bloga się domyślają - byłabym pingwinem! I pingwin jest też moim  ulubionym zwierzęciem!



4.Masz zwierzę? Napisz o nim kilka słów, a jak nie masz - napisz o wymarzonym zwierzaku.
Jestem posiadaczką przepięknej, uroczej Lili. Chomik dżungarski urodzony na początku sierpnia 2014 roku (niestety nie znam dokładnej daty). Jest ze mną od 21 sierpnia 2014. Mała wariatka, która hałasuje w nocy i śpi w dzień - jak na prawdziwego chomika przystało. Porusza się z gracją, w końcu jest kobietą. Powinna być modelką, ustawia się do zdjęć jakby urodziła się dla tego zawodu :-D



5. Miejsce w Polsce w którym nie byłaś, a chciałabyś pojechać?
Zwiedziłam całą Polskę jako dziecko, nastolatka. Więc miejsce, które chciałabym odwiedzić ponownie to Kraków. Ma swój klimat, który zupełnie nie pasuje do innych miast w Polsce. Tak, to miejsce mogłabym odwiedzać 100 razy i by mi się nie znudziło! :-)

6. Wymarzony prezent?
Nie mam jakiś szczególnych potrzeb ani marzeń materialnych. Więc zmienię troszkę i napiszę co jest idealnym prezentem dla mnie, Książka. Zawsze, ponieważ kocham czytać. Kosmetyki. W końcu jestem kobietą ;-). 



7. Ile trwają zajęcia z ceramiki?
Zajęcia mam co drugą sobotę i trwają 4 godziny każde. Cykl trwa 4 miesiące.

8. Jakie blogi lubisz? O jakiej tematyce?
Tak naprawdę lubię każdy typ bloga. Podróżnicze, kosmetyczne, lifestylowe. Z każdego można dowiedzieć się czegoś ciekawego.

9. Jakie posty czytasz najchętniej?
Zdecydowanie o tematyce podróżniczej. Lubię dowiadywać się o "tajemnicach" różnych krajów. Zdecydowanie polecam tego bloga (klik) - zwiedzanie online i podręcznik o USA w pigułce!

10. Za co cenisz blogowanie?
Mogę wyrazić siebie, pokazać co robię w życiu, jaka jestem, co lubię. Mogę napisać wszystko co przyjdzie mi do głowy. Jest odskocznią od problemów, mało prywatnym pamiętnikiem i obrazem moich myśli i uczuć :-)



11. Jaki masz kolor włosów?
Ciemny blond.
I teraz zaczynają się schody... Ostrzegam! Odpowiedzi długie i mogą przynudzić!

12. Ulubiona książka?
Nie mam jednej ulubionej książki. I pozwolę sobie nie podawać autorów :-).
Serie:
Harry Potter + wszelkie inne książki z nim związane jak "Baśnie Barda Beedle'a", "Quidditch przez wieki", "Fantastyczne zwierzęta", "Harry Potter - filozoficzny czarodziej".
Pendragon
Kruczy Dwór
Igrzyska Śmierci
Niezgodna (nie skończyłam jeszcze wszystkiego, ale już uwielbiam!)
Pojedyncze pozycje:
"Dieta (nie)życia", "Kiedyś", "The 100", "Jak w niebie", "Dziennik nimfomanki", "Uciekinier", "Świat mego ducha", "PS. Kocham Cię" i wiele, wiele innych...



13. Jakie oglądasz seriale?
Skins, Shameless, Hart of Dixie, Pretty Little Liars, The Fosters, Twisted, The Lying Game, Revenswood, Black Orphan, Orange is the New black, A to Z, About a Boy, Selfie, Finding Carter, Chasing Life, Under the Dome, Faking it, The 100, Continuum, Drop Dead Diva, Suits, Bates Motel, American Horror Story, How to Get Away With Murder, Bad Teacher, Arrow, Secret life of american teenager, Red Band Society, The Carrie Diares, Boston Public, Weeds,  Jane the Virgin, Breaking Bad, Switched at Birth, Resurrection, Stalker, Belive, Revenge, Rectify,  Eye Candy, Hindsight, Fargo, 12 Monkeys.
Zakładam, że o jakimś zapomniałam, ale tak - jestem serialomaniakiem :-D

To na tyle jeśli chodzi o pytania. Oczywiście możecie je nadal zadawać. Ja je będę kolekcjonować i czekać na odpowiedni moment, żeby dodać odpowiedzi :-).

W następnym poście planuję opisać kilka (mam nadzieję) ciekawych historyjek z moich wyjazdów do Tunezji :-). Wyczekujcie! :-)

Edit: PS. Wybaczcie tak późną porę. Czekam na północ, żeby złożyć życzenia urodzinowe mojemu ukochanemu i umilam sobie czas postem :-D

sobota, 21 marca 2015

Zbuntowana, książki, kosmetyki, fasolki!

Hej Mordki.
Dziś już nie będzie złości, smutku, niedowierzania i innych negatywnych emocji jak w poprzednim poście. Dziś mam dla Was jedną recenzję (nie jestem mistrzem w pisaniu ich, więc wybaczcie mi wszelkie niedociągnięcia) oraz kilka rzeczy, które kupiłam w ostatnim czasie. Ostatnio bardzo dużo kupuję, nie wiem co się ze mną dzieje, bo nigdy nie lubiłam zakupów. Czyżbym robiła się stara?

Zacznę może od filmu, na którym byłam wczoraj w kinie.
"Zbuntowana"



Powiem szczerze, dopiero dziś kupiłam trylogię. Nie potrafię więc jeszcze odnieść się do tego czy książka i film są spójne, podobne czy może są takie różnice jak w "Igrzyskach Śmierci". Film był genialny! Tak samo dobry jak pierwsza część. Do tej pory go przeżywam i nie mogę doczekać się kolejnej ekranizacji. Muzyka, gra aktorska, dosłownie wszystko było świetne. Polecam każdemu kto lubi takie klimaty, serio nie zawiedziecie się. A jeśli podobała Wam się pierwsza część "Niezgodna" to koniecznie musicie iść do kina.
Jedyne co mnie zdenerwowało (ale tylko chwilowo) to fakt, że kupiliśmy bilety na seans 3D. Do cholery! Nie lubię za bardzo 3D w takich filmach. Animację mogę oglądać przez okulary, tak samo jak filmy przyrodnicze. Ale powiem szczerze, po kilku minutach zapomniałam o okularach, o tym, że oglądam 3D, a nie 2D, zapomniałam o Bożym świecie i wkręciłam się w film w takim stopniu, że czas upłynął mi zbyt szybko! Chciałam się delektować tym filmem, a wyszło tak, że pożarłam go jakbym nie jadła przez rok.
"Zbuntowana" to jak dla mnie 10/10. Kocham TO!

Kosmetyki.
1. Odżywka do włosów, której jeszcze nie stosowałam. Nadal muszę dokończyć poprzednią, więc póki co się wstrzymuję.



2. Regenerujący spray do włosów.
Używam od około tygodnia. Jest świetny i jestem zaskoczona jego oceną na portalu wizaz.pl. Sprawdza się świetnie, włosy nie dość, że ładnie pachną to są o wiele bardziej miękkie i super się je rozczesuje.



3. Lakier do paznokci w pisaku.
Zaryzykowałam, kupiłam, nie rozpakowałam. Niestety nie mam czasu na palowanie paznokci, chociaż błagają mnie o pomoc. Zobaczymy jak będzie się sprawdzał.



Książki, książki, książki!

Najważniejszy punkt programu to... Książki! Jeszcze żadnej nie zaczęłam czytać, ale kurcze zbieram się w sobie. Chcę w końcu usiąść na tyłku, sięgnąć po książkę i zacząć najzwyczajniej przygodę z bohaterami. Na 100% dziś zacznę czytać Niezgodną. Nie wiem dlaczego nie kupiłam jej po obejrzeniu pierwszej części filmu.
Nie będę wstawiała opisów, wszystko jest na zdjęciach z drugich stron książek :-)

1.



2.


3.


4.


Fasolki!


Jak wiecie (Albo nie wiecie) jestem ogromną fanką Harrego Pottera. Fasolki wszystkich smaków jadłam chyba ze wszystkich produkujących je firm. Jakiś czas temu zobaczyłam w Tesco co? Właśnie fasolki! Są dobre, nawet bardzo dobre ale nie aż tak jak Jelly Belly. To co po nich mi zostało to bardzo przyjemne wspomnienie smaku i cudowny słoik!



W sumie tyle. Mam nadzieję, że będziecie czekać na recenzje książek i opinie o kosmetykach. Nie wiem czy powinnam pisać o tym co kupiłam kiedy jeszcze nie używałam tych produktów czy rzeczy. Możecie na mnie nakrzyczeć w komentarzach! :-)
Używaliście tych produktów? Podzielcie się opiniami!
Czytaliście książki? Co o nich myślicie? 

Zadawajcie mi pytania do posta Q&A. Pytajcie o cokolwiek chcecie. :-)

czwartek, 19 marca 2015

Atak terrorystyczny w Tunezji.

Hej Mordki!

Post znów niezbyt idealny, bo po raz kolejny zepsuł mi się laptop. Psuje się co środę, wiec to chyba będzie już tradycją. To o czym chcę napisać to atak terrorystyczny w Tunezji. 

Nie wiem czy dotarła do Was ta informacja. Atak był w muzeum Bardo w Tunisie. Tunis to stolica Tunezji, a muzeum jest przepiękne. Są tam liczne mozaiki, które wyglądają jakby zostały zrobione wczoraj i zaprojektowane przez światowych projektantów. Jest też tam wiele cudownych rzeźb. Mam nadzieję, że uda mi się w sobotę dodać zdjęcia kiedy dopcham się do komputera i zrobię skany, bo byłam tam raz jako dziecko.
Atak był w środę. Terroryści zabili 23 osoby, w tym 20 turystów. Wśród turystów było 2 polaków. Nieoficjalnie zaraz po zamachu mówiono, że 4. Jedna kobieta jest wciąż na bloku operacyjnym i jej życiu niestety wciąż zagraża niebezpieczeństwo. Póki co bilans to 2 osoby zabite, 10 rannych, 1 wciąż zaginiona (jedna osoba, która była zaginiona została odnaleziona w szpitalu). Wiadomo, że w muzeum przebywało w tamtym czasie wielu turystów, w tym 36 osobowa wycieczka polaków.
Portal tvn24.pl:
"Wziątek zaznaczył, że rozmowa dotyczyła możliwej destabilizacji sytuacji w Tunezji i ewentualności powtórki takich zamachów w przyszłości. Przypomniał, że Tunezja była najbardziej otwarta na Zachód i najskuteczniej działała na rzecz walki z terroryzmem. Podkreślił, że w obecnej sytuacji nikt nie da gwarancji bezpieczeństwa osobom, które chciałyby udać się w tamten rejon. Zaznaczył jednak, że „na pewno z krajów arabskich Tunezja – pomimo zamachu – wydaje się być nadal najbardziej bezpieczna”.
Marek Biernacki powiedział dziennikarzom, że szefowie służb przedstawili informacje o działaniach podjętych podczas kryzysu związanego z zamachem w Tunisie. Posłowie zostali też poinformowani, jak wygląda współpraca w tej sprawie ze służbami Tunezji i innych państw."


Nie wiem więc czy się cieszyć, że ofiar nie było tak wiele i że tunezyjczycy nie są za to odpowiedzialni, czy płakać, że trafiło na turystów, niewinnych ludzi, w moim ukochanym kraju... Zawsze wierzyłam, że w Tunezji jestem bezpieczna, wszyscy byli mili, nic mi nigdy nie zagrażało. Jednak za zamach odpowiedzialni są dżihadyści z Państwa Islamskiego. Mam tylko nadzieję, że będę mogła w przyszłości wrócić po raz kolejny do tego kraju. Do kraju, który dawał mi niezwykłą radość, poczucie przynależności i bezpieczeństwa. I szczerze mogę napisać, że do kraju, który jest moją miłością i drugim domem. Zostałam adoptowana przez Tunezję. Czuję ogromny smutek przez to co się tam wydarzyło. Ciągle w mojej głowie jest pytanie dlaczego tam? Nienawidzę terroryzmu, nienawidzę tego co się stało. 

Post napisany na podstawie artykułów z portalu tvn24.pl, cytat również pochodzi z tej strony internetowej. 
Zapraszam do komentowania i dyskusji na ten temat.

niedziela, 15 marca 2015

Tunezja #4 - co robić czego, nie czego nie robić?!

Zanim przejdziemy do Tunezji mam kilka wiadomości.
1. W końcu udało mi się włączyć ten gadżet z obserwatorami. Nie wiem czy jestem tępa czy co, ale po takim czasie już jest, więc zapraszam do obserwowania jeśli podoba Wam się mój blog :-)
2. Przepraszam, że tak długo nie było nic o Tunezji. 4 semestr jest okropny. Powtarzam - OKROPNY.
3. Jak wiecie mam remont, nadszedł czas na kuchnię. Moje jedzenie ogranicza się dziś do tostów zrobionych na podłodze i frytek, bo tylko piekarnik nie jest oklejony folią.
4. Obejrzałam przed chwilą finałowy odcinek The 100. Przepłakałam cały... Nie będzie spojlerów. Jestem jedynie ciekawa co będzie dalej. I tak bardzo chcę, żeby Bellamy i Clarke byli razem. Oh, tak bardzo chcę.

Zaczynamy...!

Kilka rzeczy na które uważamy, czego nie robimy, co robimy (nie wiedziałam jak inaczej to napisać):

1. Przede wszystkim nie jemy "na mieście". Nie i już. Tamtejsza flora bakteryjna jest zupełnie inna od Naszej. Wyobraźcie sobie, że jedząc tylko w hotelu każdego dopada "zemsta Faraona". Jedząc w restauracjach czy jakichkolwiek knajpach możecie nabawić się niezłego zatrucia pokarmowego. Jedynie gdzie można zjeść to naprawdę dobre miejsca, najlepiej światowej sławy - wtedy nic Wam nie będzie. Ale myślę, że takie znaleźć można jedynie w Tunisie.


2. Nie pijemy nic z lodem. Zazwyczaj robią go ze zwykłej kranówy, a co się z tym wiąże? Znowu zatrucia. Więc odmawiamy sobie lodu nawet w hotelu. Myjąc zęby uważamy, żeby nie połknąć wody z kranu.

3. Było wiele komentarzy o ubrania w Tunezji. Pisząc, że nie nakładamy rzeczy odkrywających za dużo miałam na myśli dekolt po kostki i skrawki materiału nazywane współcześnie "spódniczkami". Można nosić krótkie spodenki, ale trzeba zwrócić uwagę na to czy nie są ZBYT krótkie. Nie nosimy ubrań, które ledwo zakrywają nam intymne miejsca. Ja nosiłam spodenki takiej długości jak na zdjęciu, nigdy krótsze.

4. Jeśli jesteś młodą kobietą, zwłaszcza blondynką - nie wychodź sama wieczorem poza teren hotelu. Czekają Cię wtedy liczne zaczepki, komentarze jaka jesteś piękna i niesamowita. Wielu młodych arabów często też wyznaje miłość od pierwszego wejrzenia. Nie bądźmy głupie - trzeba wiedzieć, że taki jeden tunezyjczyk ma 10 miłości na facebooku i każdą z nich kocha ponad życie :-).

5.Suk i targowanie.
Suk - targowisko, bardzo duże targowiska. Czasem pod dachem, czasem nie. W dużych miastach są otwarte każdego dnia.
Targowanie -  Dla turystów ceny są zazwyczaj podwójne. Ale trzeba pamiętać, że nie można zbyt nisko schodzić z ceny. Mam tu na myśli to, że przykładowo coś kosztuje 500 dinarów. Nie rzucamy od razu 20 Dinarów, bo sklepikarz zacznie nas wyzywać od złodziei. Z ceny schodzimy powoli. Dla osób nie lubiących się targować zdecydowanie lepiej będzie pójść do sklepu gdzie ceny są ustalone z góry. Również przed pierwszym pójściem na suk polecam pójście do takiego sklepu, żeby zorientować się w cenach rzeczy, które nas interesują. Wtedy może nie przepłacimy.


6. Nie podchodzimy do stoiska na suku nie będąc niczym zainteresowani. Kiedy byłam ostatnim razem w Tunezji mój Piotrek chciał sobie kupić skórzany pasek. Weszliśmy z ciekawości do pierwszego lepszego sklepu na suku (A tata mówił, żeby tego nie robić kiedy nie chcemy nic kupić!). Rozejrzeliśmy się, sprzedawca był bardzo miły, pokazywał co możemy kupić, po prostu cud, miód i maliny. Ale kiedy powiedzieliśmy, że nic nie kupujemy zwyczajnie wyrzucił nas ze "sklepu" krzycząc, że mamy nie wracać. Czyli, nie oglądamy jeśli nie jesteśmy zainteresowani kupnem choćby breloczka.


7. Uściśnięcie dłoni sprzedawcy wiąże się z tym, że towar kupujemy po takiej cenie jaka została ustalona. Nie ma mowy, żebyśmy po tym geście chcieli dalej zbijać cenę.

8. Jeśli odwiedziliśmy Kartaginę nie robimy zdjęć domowi prezydenta. Jest to zakazane, a ochroniarz może zabrać nam aparat!

9. Korzystamy z hotelowych sejfów! Nigdy nie wiadomo czy w hotelu nie ma złodzieja, sejf kosztuje niewiele, a można uniknąć utarty dokumentów i pieniędzy.

10. W morzu są meduzy, nie zawsze ale jednak. Unikamy ich jak ognia, bo parzą niemiłosiernie!


11. Jeśli decydujemy się na jechanie gdzieś taksówką z góry ustalamy cenę z taksówkarzem! Jeśli tego nie zrobimy może nas przewieźć przez całe miasto, pokazując wiele ciekawych rzeczy, ale zapłacimy trzykrotnie więcej.

12. Nie zostawiamy pieniędzy na łóżku! Panie, które sprzątają nam pokoje w hotelu są przyzwyczajone do tego, że na łóżku leżą napiwki dla nich. I polecam to robić, są wtedy o wiele milsze, sprzątają dokładniej, wiele można się od nich dowiedzieć, a poza tym robią przepiękne rzeczy z naszych ubrań :-).

Niestety nie mogłam znaleźć zdjęcia ładniejszych "ułożeń" :-c


Kilka ciekawostek:

1. Jeśli kupujemy figi berberyjskie to bierzemy zielone, bo są najlepsze. Nie zrywamy ich samodzielnie z kaktusa - mój tata to zrobił i musiałyśmy z mamą czyścić mu całą dłoń z igieł.

2. W Tunezji co prawda istnieją przepisy drogowe, ale nikt ich nie przestrzega. Klakson jest używany, żeby zakomunikować, że się skręca, hamuje, wita się z kimś. Normalne jest, że ludzie jeżdżą pod prąd albo zabierają swoich znajomych w sposób jak na zdjęciu

3. Zbawienne słowo na sukach - LA. Oznacza ono "nie" po arabsku. Odpędza natarczywych sklepikarzy jak nic innego :-)

4.Kobieta prowadząca auto po zmierzchu nie może być zatrzymana przez policję.

5. Często tunezyjki (piszę się tak :-D?) "zostawiają do opieki" turystom swoje dzieci na plaży. Przeżyłam to, mała dziewczynka przyszła do mnie i chciała się bawić. Gdzie była jej mama? Nie ma pojęcia. Byłam zmuszona wewnętrznie do opieki nad nią. Była przesłodka :-)

6. W Tunezji często widać zamieszkane domy bez dachów. Jeśli dom nie ma dachu nie trzeba płacić podatku za niego, więc spokojnie sobie w takich mieszkają. Temperatury zimą nie spadają poniżej 6 stopni Celsjusza. A zawsze można coś dobudować jeśli powiększy się rodzina :-)


Pewnie o czymś nie napisałam, ale trudno, mam nadzieję, że większość jest :-)
Przypominam o tym, że możecie zadawać mi pytania do posta Q&A.


W odpowiedzi na komentarze - chciałam pisać prywatnie ale widocznie nie ma takiej opcji albo jestem zbyt ułomna, żeby coś takiego znaleźć. Wszelkie rzeczy, które opisuję piszę z moich własnych doświadczeń. Nie widzę w tym poście nic co mogłoby zniechęcić do odwiedzenia Tunezji. Wręcz przeciwnie, namawiam do tego, polecam i piszę co w tym kraju kocham. Aspekt jedzenia - za każdym razem kiedy byłam w Tunezji miałam "zemstę faraona" podobnie jak większość reszty wycieczki, a to właśnie przewodnicy i rezydenci mówili, żebyśmy nie jedli "na mieście". To logiczne, że flora bakteryjna różni się od naszej. Nie oznacza to absolutnie, że tunezyjczycy to "brudasy"  jak to ktoś skomentował. To samo tyczy się lodu czy wody z kranu :). Jeśli chodzi o figi - mnie najbardziej odpowiadał ten kolor. Domy bez dachów - Informacje znów od przewodników, rezydentów i co więcej - samych mieszkańców. Zainteresowana tematem pytałam i otrzymywałam odpowiedzi. Najwidoczniej powinnam była dokumentować wszystko z kamerą i mikrofonem! Nie mam zamiaru pisać przy każdym zdaniu "moim zdaniem" czy "z mojego doświadczenia".  To chyba logiczne, skoro piszę na moim blogu, jeśli byłoby inaczej podawałabym źródło informacji.
Druga sprawa - włączyłam akceptację przeze mnie komentarzy - nie mam zamiaru udostępniać czegoś z czym się nie zgadzam, czegoś co jest hejtem, obrażaniem mnie czy komentarzem od osoby, która nie jest w stanie podpisać się własnym imieniem. Pozdrawiam serdecznie i liczę na to, że blog, którego obserwuje tak mała ilość osób, przestanie być pożywką dla Was :).

Dodatkowo napiszę - staram się czytać o Tunezji, poznawać kraj choćby zza ekranu komputera. Fakt, byłam tam tylko (dla niektórych aż) 4 razy, a wszystko co opisuję to doświadczenia i informacje zdobyte podczas tych wyjazdów. Cóż, nie można mieć wszystkiego.