sobota, 28 lutego 2015

Ceramika #2 - choroba mnie nie powstrzyma!

Tak jak pisałam wczoraj - jestem chora. Ale nie mogłam ominąć zajęć z ceramiki. Co z tego, że mam gorączkę, kaszlę wypluwając płuca, a moja głowa powinna zaraz eksplodować? Wcale nie żałuję tej decyzji, chociaż czuję się o wiele gorzej niż wczoraj.

Dziś robiliśmy lampiony. Miałam zrobić architekturę, ale stwierdziłam, że wymyślę coś innego. Bałam się, że nie starczy mi czasu.

Żałuję, że nie robiłam zdjęć od początku i nie mam zdjęć narzędzi, których używałam do pracy.

Zaczęłam od takiego klocka. Oczywiście każdą ze ścian musiałam "wywałkować", wyciąć, skleić (rozwodniona glina), wyrównać. To zajęło zdecydowanie najwięcej czasu. Jak widać nic nie jest równe, każda ze ścian ma inną grubość. Ale po co robić coś co wygląda jak z fabryki? :-)

Tu już wycięłam górę. Postawiłam na jakieś esy floresy, a co mi tam. Ktoś może tu zobaczyć języki ognia, inni morskie fale, jeszcze inni włosy na wietrze.


Tu widać zdjęcia z każdej strony pracy. Nie chciałam robić na każdej ścianie tego samego, ale chciałam zachować ten sam styl.




W kilku miejscach odgięłam niektóre części. Mam nadzieję, że dzięki temu światło będzie ładnie się załamywać, tworzyć jakieś fajne wzory na stole.

Cała praca z góry prezentuje się tak:

Na koniec oczywiście wszystko starałam się wyrównać i wygładzić, żeby nie było takich "haczyków" jak na zdjęciach wyżej. Ale nie przesadzałam, nie jestem perfekcjonistką. Lubię jak w moich pracach widać, że robił to człowiek, nie maszyna.
Po zrobieniu tego "dzieła" szkliwiłam serca z ostatnich zajęć. Mam nadzieję, że nie wyjdą źle - robiłam to pierwszy raz. Na pewno się nimi pochwalę :-).
A za dwa tygodnie będę uczyć się odlewów gipsowych. Nie mogę się doczekać.
Tymczasem idę odchorować zajęcia. Nie ma co żałować.

Kiedy ma się pasję, hobby to nic nie stanie na przeszkodzie, żeby je realizować :-).

piątek, 27 lutego 2015

A z chorobą walczę tak...

Choroba odwiedziła i mnie. Wiedziałam, że zima bez tego nie może się skończyć. Zawsze muszę być chora... Zaniedbałam trochę bloga. Ostatnio śpię po 20 godzin dziennie. Jestem ledwo żywa.

A jak radzę sobie z chorobą?

1. Dużo, bardzo dużo, niesamowicie dużo śpię. Ograniczam się w zasadzie do spania, jedzenia, korzystania z toalety. I jeszcze raz spania.



2. Jeśli akurat nie śpię, leżę w łóżku i oglądam seriale. Mam ich wiele,  więc staram się być na bieżąco.

3. Jem owoce, warzywa, piję herbatę, mleko z miodem. Wszystko co naturalne i zdrowe.



4. Absolutnie unikam słodyczy, wszystkiego co ma cukier i jest zimne. Bakterie żywią się cukrami, a przez zimne gardło jeszcze bardziej boli.

5. Staram się, żeby nie było czuć w moim pokoju "zapachu choroby". Ja zawsze czuję, że ktoś jest chory. Więc odpalam świeczkę, na nią wosk i już!


6. Biorę szybkie prysznice, żeby nie osłabić organizmu gorącą kąpielą.

7. Jeśli już muszę, biorę leki. Jeśli lekarz (tak jak dziś) przepisze mi antybiotyk to biorę go. Chociaż niechętnie. Do tego koniecznie coś osłonowego,  żeby nasz żołądek i wątroba nie zwariowały.

W niedzielę, jeśli już będę czuła się lepiej, dodam pierwszy post dotyczący Tunezji. Przez mój stan zdrowia nie mam siły na siedzenie przed laptopem.

Pozdrawiam Mordki i życzę, żebyście nie chorowali jak ja!

PS. Zadawajcie pytania do Q&A - chcę zrobić jakiś post za jakiś czas ;-).

poniedziałek, 23 lutego 2015

Pierwszy dzień 4 semestru - TO BOLI!

Dziś minął mój pierwszy dzień 4 semestru na uczelni. I co? I jestem tak wypompowana, że mam ochotę paść na łóżko i nie wstawać do końca świata. Ale jeśli teraz bym się położyła to wstałabym o 1 czy 2 i po spaniu w nocy.
Jutro dzień będzie jeszcze bardziej męczący, bo cały dzień na nogach, na uczelni. Plan mam okropny... Zajęcia od 8 do 12, później od 15 do 19. Boże, ratuj!

Jeden plus dnia dzisiejszego?
Kupiłam cudowny termofor firmy SOXO. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby nie był to Pingwinek,



Postanowiłam, że na większe komentarze będę odpowiadała, a raczej odnosiła się, pod postem.

Pojawił się komentarz, że żeby być nauczycielem trzeba być cierpliwym. To prawda. Uważam się za osobę cierpliwą. Przebywanie wśród dzieci, czy to z rodziny, czy obcych to przyjemność, są otwarte, ich kreatywność nie została jeszcze zabita przez Program Nauczania, potrafią zabawnie opowiadać o sobie i o naprawdę trudnych tematach.
Tak naprawdę chcę być przede wszystkim guwernantką, ale żeby móc w ogóle startować do agencji, muszę mieć doświadczenie zawodowe. A te chcę zdobyć w jakimś przedszkolu lub w szkole. Oczywiście jeśli mi się poszczęści (W co bardzo wątpię). A kto wie, może zostałabym tam na zawsze. Całe życie w szkole. Czy ja oszalałam!?



I kolejny komentarz z pytaniem czy będę pisała też o innych krajach. Póki co zwiedziłam tak dobrze jak Tunezję tylko Chorwację. Byłam tam 4 razy, ale dawno i niewiele pamiętam. Mimo to postaram się odświeżyć moją pamięć i coś naskrobać, ale nie będę robić żadnej serii. Dodatkowo nie mam pojęcia gdzie mam zdjęcia z tego wyjazdu (Za 2 razami byłam tam kiedy jeszcze było popularne wywoływanie zdjęć). Poza tym to kraj europejski, nie ma w nim zbyt wiele zaskakującego.

Pojawiło się też dużo komentarzy z prośbami o stronę kulinarną Tunezji. Jestem bardzo zadowolona, że właśnie o to prosicie - to jedna z moich ulubionych stron tego kraju - jedzenie! I zapewniam, że ten post się pojawi. Ale przed nim muszą się znaleźć informacje przede wszystkim co robić, a czego nie robić. To ściśle wiąże się też z kuchnią, więc musicie być cierpliwi :-)
A na zachętę zdjęcie ze Święta Republiki, które wypada 25 lipca - akurat wtedy byłam w Tunezji! Piękna uczta, jedzenia jak na weselu miliardera, mnóstwo ciast, tortów, różnych dań. Pycha!


Szkoda, że złapała się czyjaś ręka psująca zdjęcie, ale co ja zrobię... :-)



Zachęcam do zadawania mi pytań - różnorakich, na każde odpowiem w poście Q&A :-).

Miłego wieczoru!

sobota, 21 lutego 2015

Moja miłość - Tunezja #2 - plan działania

Okazało się, że nikt nie czyta z uwagą tego co piszę w postach. Bo i po co.
Napisałam, że może ktoś podpowie o czym konkretnie mogę pisać w postach o tym kraju. Zero odpowiedzi, no cóż. :-)




Plan działania?
Póki co wymyśliłam kilka tematów, nad którymi będę pracować. Jest to między innymi kuchnia, co warto zwiedzić (podzielone na kilka "odcinków" - będą opisy miejsc, anegdoty itp.), jak Tunezja wygląda od strony nieturystycznej, na co uważać, czego nie robić. Może będą wzmianki o historii Tunezji. Zobaczymy jak to wyjdzie.


Kiedy posty?
Myślę, że kiedy zacznie się kolejny semestr (a zaczyna się w poniedziałek), nie będę miała już tyle czasu co teraz. Będę starała się co 2-3 dni pisać tak luźno. Raz na tydzień, może półtora będzie post o Tunezji :-).



Z czego będę korzystała?
Po tylu odwiedzinach tego kraju (A wydaje mi się, że 4 razy to dość sporo) będę przede wszystkim korzystała z mojej pamięci, pamięci mojego taty (który zawsze - poza ostatnim wyjazdem- był przewodnikiem). Oczywiście będę to uzupełniała kilkoma książkami, które mam. No i oczywiście internet też nie będzie niepotrzebny.



Dlaczego będę korzystać z książek i internetu?
Ponieważ nie jestem jakimś guru wiedzy o Tunezji. Nie znam jej na wylot, a za każdym razem mnie zaskakiwała. Mam różne doświadczenia związane z wyjazdami tam. Ale też chcę, żeby moja wiedza oraz to co będę tu pisać było zweryfikowane przez literaturę i przede wszystkim, żeby wszystko tu opisane było prawdziwe. Jestem tylko człowiekiem, a ostatni raz byłam tam 2 lata temu. Pamięć zawodzi, ludzie popełniają błędy, a nie chcę tu przekazywać rzeczy nieprawdziwych czy przekręconych.

Wszystkie doświadczenia tu opisywane, będą moimi doświadczeniami. Wiadomo, że ile ludzi, tyle opinii, zdań, gustów i doświadczeń.
Wszystkie zdjęcia, które będę tu zamieszczała, należą do mnie i proszę o ich nie kopiowanie :-).

Jeśli ktoś ma jakieś pomysły, chciałby zadać mi jakieś pytanie - czekam na komentarze :-)

czwartek, 19 lutego 2015

Moja miłość - Tunezja #1

Jak widać w tytule myślę nad tym aby zrobić "kilka odcinków" o Tunezji.

Tunezję odwiedziłam 4 razy:
W 2002 roku - jako dziecko, miałam wtedy 8 lat
W 2006 roku - w wieku 12 lat
W 2010 roku - w wieku 16 lat
I ostatni raz w 2013 roku kiedy lat miałam 19 :-).

Ostatnim razem byłam tam z moim chłopakiem.
Dlaczego wybrałam Tunezję kiedy mogłam dosłownie wybrać każdy inny kraj na ziemi?
Bo jestem zakochana w Tunezji po uszy. Kocham klimat, ludzi i ich mentalność, sklepy, obyczaje, jedzenie. Ubóstwiam wszystko co jest w Tunezji, każdy zabytek, każde miejsce.

Tak naprawdę nie wiem co opisywać w postach o tym kraju.
Może ktoś mi podpowie?

Dawka zdjęć z ostatniego wyjazdu - z góry przepraszam za mój niezbyt wyjściowy wygląd. Był wrzesień, a było tak gorąco, że nie dało się mieć choćby tuszu do rzęs.

Al-Dżamm, miasto w którym znajduje się ogromne koloseum. Jest bardzo dobrze zachowane - nawet lepiej niż we Włoszech :-)




To jeden z wielu, wielu meczetów, które można spotkać w drodze na Saharę.



Zdjęcie z Matmaty, jeśli będzie ktoś zainteresowany mogę zrobić oddzielny wpis o tym miejscu. Tu karmię młodego wielbłąda. Butelka z mlekiem, jak z dzieckiem, serio. A jak zaczęło padać (NA PUSTYNI PADAŁO!) to biedactwo strasznie się bało.




Tu już na Saharze, przejażdżka na wielbłądach. Wtedy pierwszy raz prowadziłam sama, bez pomocy miłego Araba :-)



Zdjęcia z drogi na plantację daktyli, bananów itp. Niesamowite miejsca i budowle.





Tu już środek pustyni, a na tym środku piękna oaza. Palmy, wodospad (mały, ale przeraźliwie zimny), małe rzeczki. Coś cudownego.




Meczet w Kairouan. Niestety nie można do niego wchodzić. Kolejne zdjęcie to dach, z którego patrzyliśmy na dziedziniec tego meczetu.




Nie mogło zabraknąć Pani (imię niestety zapomniałam. Żałuję, że nigdzie sobie go nie zapisałam), która robiła mi warkoczyki. Zapłaciłam grosze, a warkoczyki były zrobione idealnie :-)



Powrót do domu. Zawsze denerwuję się lataniem. A takie piękne widoki :-)



wtorek, 17 lutego 2015

Tyle lat minęło... Pokaż zdjęcie moich włosów - powiem Ci kiedy to było.

Spojrzałam dziś w kalendarz. Mamy 17 lutego 2015 roku. Już? Tak szybko? Czuję się jakbym dopiero co skończyła gimnazjum, dopiero co zdała maturę. A już jestem na półmetku licencjatu. Czas leci zdecydowanie za szybko. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że im jestem starsza tym wszystko mija szybciej.

Pamiętam jak dziś kiedy ścięłam włosy na krótko. 


Wyglądałam jak chłopak. To było w 2 klasie gimnazjum. A przecież to nie tak dawno! Zaledwie kilka lat temu. Zaledwie? AŻ!
Później miałam trzy dready. Wtedy je kochałam, dziś nie mogę patrzeć na ludzi w dreadach. Chociaż sama "dziergam" sobie czasem z syntetycznych włosów, nie mogłabym mieć znów ich na głowie.

Później włosy rosły i rosły...
To już pierwsza klasa liceum. I warkoczyki. Czy ja zawsze musiałam mieć coś w tych włosach? Kolejne bardzo niewygodne dodatki. Ani dobrze rozczesać włosów, ani nic.

Czas warkoczyków nadszedł niespodziewanie pod koniec wakacji przed studiami. 
Zdjęcie z wakacji w Tunezji (Notka o Tunezji innym razem jeśli ktoś będzie miał ochotę poczytać) Proszę wybaczyć najgłupszą minę świata :-D

I co? I było mega wygodnie! Jedyny minus to to, że schły strasznie długo. Ale nie trzeba było nic układać, nie trzeba było się martwić szopą z rana, wszystko było super.
Jednak musiał nadejść moment kiedy trzeba było je zdjąć. Zdejmowałam je przez dwa dni - pierwszy dzień to zwyczajne rozplątywanie, drugi to rozczesywanie kołtunów, które zrobiły mi się między skórą głowy, a każdym warkoczykiem. Zgroza! 

Pod koniec pierwszego roku studiów moje włosy były dość długie.
Ale ciężkie, strasznie się plątały, długo schły (nawet z suszarką). 

Mądra posłuchałam mojego chłopaka i się ich pozbyłam. A co! Odrosną! I odrastają.

A teraz z uporem maniaka próbuję, testuję sposoby jak je zakręcić. Jakby nie przeżyły wystarczająco dużo :-).

poniedziałek, 16 lutego 2015

Loki na rajstopie!?

Dziś rano wstałam sobie i myślałam co by tu zrobić. W końcu ostatni poniedziałek wolnego, trzeba coś wymyślić.
Przeglądałam YouTube i znalazłam filmik o kręceniu włosów na rajstopie. Myślę sobie "Czemu nie, tego jeszcze nie robiłam."
Czego potrzebujemy?
Rajstop (w sumie to nogawek, moje 2 pary właśnie skończyły swój żywot)
Włosów :-D

Nie będę opisywać co trzeba zrobić, bo bez problemu filmik można znaleźć poprzez Google.

Póki co wyglądam tak:

Autorka filmiku mówiła, żeby trzymać tak włosy conajmniej 2 godziny. Ten czas już minął, ale będę miała dłużej.

Na tę chwilę mogę powiedzieć, że ten sposób jest bardzo wygodny, czy to do spania, czy chodzenia po domu. Włosy nie ciągną, można swobodnie się poruszać bez strachu, że coś się zsunie.

Później zdjęcia zaraz po rozplątaniu rajstop i po kilku godzinach noszenia loków. :-)

Zdjęcie zaraz po rozplątaniu :

Efekt po około 5 godzinach:

Czyli generalnie włosy się trzymają, z lekką pomocą lakieru. Jakbym kręciła lokówką, moje włosy byłyby już proste jak drut.
Sposób na 5+ :-)

Bo jutro już dziś!

Dostałam zdjęcia z zajęć z ceramiki, ale pochwalę się jednym.
Moja miska wyszła krzywo, brzydko i niechlujnie. Ale czego się spodziewać po ponad sześcioletniej przerwie w kontaktach z gliną.
Niestety zajęcia ze snycerstwa zacznę dopiero we wrześniu. A szkoda.
Jest już późno, a mi wzięło się na pisanie. Nie mam pojęcia dlaczego. Może powodem jest to, że w nocy najlepiej mi się myśli, funkcjonuje. Jestem nocnym zwierzęciem. Najlepsze pomysły przychodzą gdy słońce idzie spać.

Mój laptop umarł ponad dwa tygodnie temu i wciąż czekam na to, aż wróci piękny i naprawiony. Wtedy dopiero będę mogła TU podziałać. I muszę nadrobić moje seriale przed rozpoczęciem jakże dumnie brzmiącego 4 semestru. 
Plan już mam, jest okropny. Najgorszy na świecie. Często dwugodzinne przerwy, czasem pięcio. Byle do czerwca, do zdania sesji.
Jutro (a raczej już dziś, bo jutro już dzisiaj!) może napiszę moje sposoby na naukę? Na studiach trzeba mieć sposoby. Inaczej się nie da...

Dobranoc Mordki - o ile ktoś to czyta :-).


niedziela, 15 lutego 2015

Ceramika, kolejny prezent od tv ♥

Wczoraj miałam pierwsze zajęcia z ceramiki. Myślałam, że będziemy po prostu siedzieć i lepić każdy co chce.  Ale nie. Pani prowadziła Nam normalną lekcje, obserwowała, doradzała i pomagała. A 4 godziny minęły jak z bicza strzelił. Ulepiłam dość ładną misę, niestety nie zrobiłam zdjęcia. Po naczyniach robiliśmy serca. Wszyscy robili proste, symetryczne. Nie byłabym sobą gdybym też zrobiła proste. Zrobiłam dwa, jedno symetryczne, drugie nie.
Zdjęcie niestety robione telefonem, nie wzięłam ze sobą tableta. A do tego jak już prace były zapakowane. Wcześniej nie pomyślałam o cykaniu zdjęć.
Więcej fotek dodam po wypalaniu i szkliwieniu. 

W tytule napisałam, że kolejny prezent od telewizji.
Ostatnio dostałam bluzę i koszulkę od tvp. Za co oczywiście w tym miejscu bardzo dziękuję.
Bluza bardzo ciepła, wygodna.  Nadruk TVP jest z przodu i z tyłu na plecach. Jakby była w sprzedaży to na 100% kupiłabym taką samą rodzicom.
Koszulki zdjęć nie mam, ale na piersiach jest wielkie logo "Superstarcia", a na plecach tvp.

Dziś z kolei dostałam prezent od kanału Lifetime. Jestem wielką fanką Dance Moms. A na tym kanale leci właśnie ten program. Dodatkowo bardzo podobają mi się inne np "Małe kobietki z LA" czy "Teściowie na głowie". 
W paczce znalazłam:
-Cudowny balsam do ust. Pachnie wanilią. Intensywnie, przyjemnie. Nie mogę się doczekać aż go przetestuję. Chociaż myślę, że będzie świetnie się nosił.
-Kalendarz na biurko. To mnie rozbawiło, ale w pozytywnym znaczeniu. Za kilka miesięcy będę miała remont w pokoju i planowałam pomalowanie jednej ze ścian farbą tablicową. Chciałam na tej ścianie między innymi narysować kalendarz. Dobrze jest mieć kalendarz w torebce, ale równie dobrze mieć też na biurku. Prezent zajmuje honorowe miejsce :-). Na zdjęciu widać Abby Lee - to kartka z września. Na każdy miesiąc przypada inny program z całej listy kanałów - History, CI, Lifetime. Jako fanka nie tylko Dance Moms, ale też Ludzi Gór, Łowców Aligatorów czy Lombardu jestem bardzo miło zaskoczona.
-Długopis. Może to się wydać głupie, ale uwielbiam firmowe długopisy. Moja szuflada jest ich pełna. Zabieram je z banków, sklepów, gmin. Teraz mam też z telewizji!