poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rysuję, rysuję, rysuję.

Hej Kochani!

Nie wiem czy wiecie, ale jednym z moich hobby jest rysowanie. Nie idzie mi to jakoś wybitnie. Zupełnie nie potrafię rysować realistycznych rzeczy - jedynie kreskówki. I to do tego patrząc na zdjęcie!

Poniżej zobaczycie zdjęcia rysunków, które zrobiłam jakieś 5-6 lat temu - w liceum. Są wzorowane na zdjęciach znalezionych w internecie, więc nie spodziewajcie się cudów. Jakość zdjęć też nie jest powalająca, ale niestety mam tylko to. Nie mam pojęcia gdzie podziała się teczka, w której było dosłownie wszystko z czasów liceum.






W 3 klasie liceum zaczęłam robić prezenty w takiej formie. Rysowałam już postaci z kreskówek, rzecz jasna ulubione osoby obdarowywanej.


 (wiem, zgnieciona kartka...Ale kto by się wtedy tym przejmomował!?)


W tym roku wróciłam do tego zwyczaju i świąteczne prezenty były rysunkami!



Ciągle chcę się rozwijać, staram się bazgrolić nawet na wykładach, byle nie stracić tej "nowej" pasji.



Jeśli jesteście ze mną dłużej to wiecie, że lepiłam z gliny i generalnie uwielbiam własnoręcznie coś tworzyć. Przez przeprowadzkę do innego miasta już nie mam możliwości chodzenia na ceramikę, więc chciałam zastąpić to czymś innym. I może nie są to dzieła sztuki, ale sprawiają mi ogromną radość!


Uważam, że ten Taz to moja "życiówka" jak do tej pory. Możecie zobaczyć różnicę w tym rysunku i rysunku z liceum. Może to też kwestia starania się - ostatnia moja praca była robiona dla mojego mężczyzny, więc wszystko w moim mózgu i ręce chodziło na najwyższych obrotach, chciałam, żeby wyszło idealnie :) I chyba się udało.

Ja, Pingwinek

niedziela, 5 marca 2017

Spacer przez Gdańsk - początek dbania o ciało!

Hej Kochani!

W sobotę poszłam na długi spacer przez moje okolice, czyli Gdańsk Przymorze, Żabiankę i Oliwę. Zrobiłam około 9 kilometrów z czego się niesamowicie cieszę. Wcześniej, w zasadzie zawsze, wolałam pojechać gdzieś komunikacją miejską albo samochodem. W Gdańsku samochodu brak, więc jak miałam zrobić na przykład zakupy to szłam do najbliższego sklepu, byle się nie nachodzić. Ale wszystko musi się zmienić i zmieniam to od kilku dni! Szłam wszędzie naokoło i przez to dziś mam zakwasy, ale to nic. Oznacza to, że w moim organizmie coś się zadziało i to coś pozytywnego. Zakwasy są spoko, lubię je!


Mam motywację, żeby w końcu coś z sobą zrobić. Rzuciłam wszelkie słodycze, mam zamiar pozwalać sobie na czekoladę czy chipsy tylko raz w tygodniu, ale póki co nie mam nawet ochoty na śmieciowe jedzenie. Zaczęłam też sama gotować. Póki co bardzo proste dania z piersi z kurczaka. Nie mam piekarnika, co zupełnie nie ułatwia niczego, ale staram się jeść jak najbardziej zdrowo i racjonalnie. Puste kalorie wyrzuciłam do kosza.


Wcześniej też piłam wszystko jak szło - soki, tymbarki, czasami zdarzały się nawet energy drinki na uczelni. Teraz piję tylko herbatę i wodę. Do herbaty nie dodaję już cukru (a słodziłam całkiem dużo, więc łatwo nie jest). Wiecie jak herbata jest smaczna? Bez cukru czuć jej pełny smak. Wodę piłam od czasu do czasu, teraz wypijam 1,5 litra dziennie. I to jest super! Wiem, że chcę mieć ładniejszą sylwetkę, chcę być zdrowa i chcę, żeby chciało mi się spędzać czas poza łóżkiem.


To dopiero początek, ale mam określone cele i chcę pokonywać samą siebie. I wiem, że mi się uda, bo mam dla kogo i po co!


Dzisiejszy wpis krótki, ale dla mnie bardzo ważny. Skoro dziele się tym publicznie, na blogu, to znaczy, że nie mogę się poddać i wrócić do starych nawyków. O nie, nie, nie. Nie chcę już jeść i pić czego popadnie. Walczę z sobą i chcę wygrywać każdego dnia!

Ja, Pingwinek

piątek, 17 lutego 2017

Długie przerwy, dużo pracy - po 1 semestrze na nowej uczelni

Hej Kochani!

Znowu dłuuuuuuga przerwa za mną. Ale już po sesji, do tego zdanej (z jedną poprawką, ale za to z 5 do przodu!). Miałam rację mówiąc z listopadzie, że magisterka to zupełnie co innego niż licencjat. I miałam też rację myśląc, że będzie trudniej. Za bardzo się nie pomyliłam. Jak wiecie, w Koszalinie miałam bardzo dobre oceny (nie schodziłam poniżej 4,5 w ostatnim roku studiów). A teraz w Gdańsku porównując wyniki... Nie jestem z siebie dumna. Ale tego można było się spodziewać. Ważne, że przerwałam pierwszy semestr i nie ma tragedii!



Czy coś mnie szczególnie zaskoczyło w studiach na Uniwersytecie? Raczej nie. Podoba mi się podejście wykładowców do studentów. Nie ma przymusu chodzenia na wykłady, nikt nie stoi nad Tobą mówiąc "Wpisz się na listę, jak Cię nie będzie - będą konsekwencje". Chodzisz jeśli chcesz i potrzebujesz. Ja potrzebowałam więc chodziłam. Pierwszy raz spotkałam się z tym, że google nie znało odpowiedzi na moje pytania dotyczące studiów. Po prostu nie i już, google wymiękło. Więc chodzić trzeba było.



Inną sprawą jest plan zajęć. Wcześniej nigdy nie miałam sytuacji, że jakiś przedmiot mam tylko pół semestru i po tym czasie na to miejsce wskakuje coś innego. Dla przykładu powiem, że przez październik i listopad miałam zajęcia z socjologii. Później w tym czasie przez grudzień i styczeń miałam antropologię. Ma to swoje plusy, bo materiału jest tyle na ile pozwoli czas, czyli mało. Dodatkowo jeśli jest to przedmiot, który nieszczególnie nas interesuje to "męczymy" się z nim krócej. Ale z drugiej strony jeśli jest to coś co chcielibyśmy studiować dłużej, bardziej, to już niestety tracimy.



Teraz coś z 2 semestru (który zaczęłam w tym tygodniu). Pierwsze zajęcia z angielskiego. Myślę sobie "Znowu to samo, czasy, gramatyka, nic nowego". I tu się myliłam! Młoda nauczycielka akademicka, niczym nieprzypominająca żadnego z poprzednich moich nauczycieli, miła, uśmiechnięta. Od początku zajęć mówi po angielsku. A to co mówiła wbiło mnie w krzesło. Będziemy skupiać się na słownictwie! Rozmowie! Rzeczach, które nam się przydadzą w kontakcie z obcokrajowcem! Nareszcie ktoś, kto wyłamał się z tego bezsensownego systemu nauczania języka obcego! Hura!



Generalnie fajnie jest w dużym mieście. I fajnie jest na nowych studiach!

Dajcie znać o czym chcielibyście poczytać. Może jakie przedmioty miałam i co o nich myślę? Albo coś zupełnie niezwiązanego ze studiami? Ostatnio wróciłam do rysowania, nauczyłam się robić na drutach. Może coś o tym? Komentujcie, nie gryzę!

Ja, Pingwinek

PS. Moja pingwinkowa kolekcja znacznie się powiększyła jak widać na ostatnim zdjęciu, jupi jeeeej! Poza tym - jestem blondynką!

sobota, 19 listopada 2016

Znowu wracam? 8 miesięcy później... Obrona, przeprowadzka, RLM

Hej Kochani!

Znowu opuściłam bloga, tym razem na bardzo długi czas... Cóż mogę powiedzieć. W 8 miesięcy zmieniło się całkiem sporo. Nie wiem czy chcecie czytać ile się zmieniło i co się wydarzyło (i tak o tym napiszę!). Nie ma żadnego powodu, dla którego musiałam przestać pisać. Po prostu zrobiłam sobie bardzo długie wakacje od bloga. Trochę tego żałuję, ale nic już nie zmienię.

Co więc się działo...
Po pierwsze skończyłam studia. Z bardzo dobrym wynikiem :).
Najpierw było absolutorium (z wyróżnieniem!)...

Później była sesja i nauka do obrony pracy licencjackiej...


A później już tylko obrona i długie wakacje!


Po obronie odeszła ode mnie moja Lili, którą możecie znać z poprzednich postów. Bardzo źle to zniosłam. Pożegnałam moją najlepszą, malutką przyjaciółkę.


Chcąc zrealizować mój plan zarejestrowałam się w rekrutacji na studia w Gdańsku i dostałam się! Byłam przeszczęśliwa, że się udało! W końcu marzyłam o tym odkąd byłam dzieckiem :). Kiedy już dostałam oficjalny list od Uniwersytetu Gdańskiego, że zostałam przyjęta, musiałam zająć się kwestią mieszkania. I szukałam go już w lipcu. Nie chciałam się pewnego dnia obudzić z ręką w nocniku i nie mieć gdzie mieszkać. Pojechałam tylko raz do Gdańska oglądać mieszkanie, spodobało mi się, ja się spodobałam właścicielom. Następnym razem już podpisywaliśmy umowę, dostałam klucze i mogłam się przeprowadzać.


W Gdańsku jestem zakochana od dawna (w zeszłe wakacje przecież też odwiedziłam to miasto). Mieszkając tutaj nie spodziewałam się, że mogę się bardziej zakochać. Jest pięknie, ale nie będę o tym się rozpisywać.


Zaczęły się studia. Bardzo się tego bałam. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, jaki poziom nauczania będzie, czego będą ode mnie wymagać? Mogę szczerze powiedzieć, że na uczelni ani trochę się nie zawiodłam. Magisterka to jednak zupełnie co innego niż licencjat.

Jak wiecie jestem fanką Harrego Pottera. W październiku premierę miała książka (scenariusz) najnowszej części. Przyznam się, że zaczęłam czytać ale jeszcze nie skończyłam. To nie przez lenistwo. Nie jest też tak, że mi się nie podoba. Zwyczajnie rozklejałam się z każdym kolejnym słowem i płakałam jak dziecko czytając. Muszę dać sobie trochę czasu i spróbować czytać znowu.



W Gdańsku dzieje się naprawdę dużo. Na przykład takie spotkanie autorskie z Ewą Red Lipstick Monster! Dostałam autograf, mogłam zrobić sobie zdjęcie, mogłam podziękować za to, że jest tak cudowną kobietą!

Czekałam na te spotkanie z dwójką znajomych. Kolejka ciągnęła się w nieskończoność, więc co zrobiliśmy? Zaczęliśmy grać w Monopoly!


Widzicie, streściłam Wam właśnie 8 miesięcy mojego życia. Były momenty smutne, wzruszające, przepełnione szczęściem. Co będzie dalej, nie mam pojęcia. Ale liczę na to, że może być tylko lepiej!

Jeśli zainteresował Was jakiś moment w tym poście albo macie ochotę poczytać o czymś konkretnym mojego autorstwa, to śmiało piszcie w komentarzach. Po tak długiej przerwie znów muszę nauczyć się na nowo blogowania.

środa, 20 kwietnia 2016

Jak pogodzić pracę i studia?

Hej Kochani!

Dawno mnie nie było. Prawie miesiąc. Ale to przez to, że zaczęłam pracę. Nie jest łatwo pogodzić pracę, studia, pisanie pracy licencjackiej i do tego jeszcze wolontariat w szkole podstawowej i zajęcia z ceramiki. Musiałam siłą rzeczy z czegoś zrezygnować i odpuściłam ceramikę. Pewnie do niej wrócę, muszę skończyć ostatnią pracę. Ale nie wcześniej niż w wakacje po obronie.

Jak widzicie dzisiejszy post jest przede wszystkim o studiach i pracy. Jak to połączenie wychodzi w rzeczywistości? Jest ciężko? Jak wszystko zorganizować, żeby się wyrabiać? Postaram się na to odpowiedzieć i dodatkowo swoją opinię przedstawi Sylwia z bloga TakPoProstu (klik).


Na początek moje wrażenia. :)
Studiuję dziennie, co oznacza, że zajęcia mam od poniedziałku do piątku (teoretycznie). Jednak plan zajęć mam taki, że chodzę na uczelnie jedynie w czwartki, piątki i co drugi poniedziałek. Dzięki temu zyskuję 2-3 dni w tygodniu, które mam wolne. Mogłam się więc zdecydować na pracę, żeby sobie dorobić, odciążyć trochę rodziców i zrobić malutki krok ku samodzielności. Chciałam poczuć jak to jest zarabiać i mieć własne pieniądze, a nie takie, które dostałam  od rodziców.
Miejsce, w którym pracuję jest otwarte 7 dni w tygodniu. Na szczęście pracuję na zmianę z koleżanką, ale nawet to jest bardzo męczące. Jak jestem już w pracy to muszę siedzieć 10 godzin, a to naprawdę dużo! W dodatku nie mogę ubrać się jak chcę. Muszę być ubrana elegancko co powoduje, że ciągle siedzę spięta. Niekomfortowe :(.


Do tego jestem na 3 i tym samym ostatnim roku studiów i muszę pisać pracę licencjacką. Bardzo ciężko to pogodzić. Bywa tak, że będąc w pracy mam luźniejszą chwilę. Wtedy czytam sobie fragmenty, których mogę użyć w pracy, robię notatki. Staram się to łączyć ze sobą jak mogę. Na początku też, zanim zaczęłam pracować, musiałam nauczyć się wielu rzeczy związanych z pracą. I to robiłam na przerwach na uczelni.
Moje życie towarzyskie ogranicza się do spotkań ze znajomymi na uczelni, pisaniu na facebooku i wyjątkowymi kilkoma godzinami, które mogę spędzić z przyjaciółką.
Pracuję dopiero od miesiąca i na początku nie miałam pojęcia jak sobie zorganizować czas na wszystkie te rzeczy. Z pomocą przyszedł mi kalendarz "kieszonkowy" i taki, który wisi na drzwiach. Dodatkowo mam ustawione przypomnienia w telefonie. To bardzo pomaga, ale i tak ciągle mam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Co jakiś czas zerkam na jeden z kalendarzy i patrzę czy na pewno nic więcej dziś nie muszę zrobić.


Ostatnio cały tydzień musiałam coś robić, nie miałam ani jednego wolnego dnia. W poniedziałek uczelnia, we wtorek byłam u moich dzieciaków na wolontariacie w szkole, czwartek i piątek całe na uczelni, a środa i weekend w pracy. Po całym takim szalonym tygodniu jedyne o czym myślałam to łóżko i spanie. A przecież trzeba zrobić pracę domową na studia! Zorganizować jakąś zabawę dla dzieciaków! I do tego trzeba wstać rano, żeby w pracy przykleić sobie uśmiech numer 4 na twarz i nie wyglądać jak zombie.
Kiedyś nie miałam problemu z organizacją czasu. Wszystko wychodziło jakoś intuicyjnie. Mogłam sobie pozwolić na oglądanie seriali, wyjście ze znajomymi. Teraz wszystko musi chodzić jak w zegarku, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. A wstanie z łóżka 5 minut później niż zwykle burzy cały plan dnia.
Jest ciężko łączyć pracę i studia dzienne. Bardzo ciężko. Ale ciągle sobie powtarzam, że wystarczy się przyzwyczaić. A w lipcu już będzie tylko praca i jedynie martwienie się czy dostanę się na drugi stopień na wymarzoną uczelnię. W końcu takie połączenie muszą wybierać też inni, nie tylko ja. A to nowe doświadczenia, których nikt mi nie odbierze. I myślę, że ten zwariowany okres będę wspominać bardzo długo. I zapewne z uśmiechem na twarzy, a nie grymasem bólu jak jest teraz :).


Ze strony Sylwii sprawa wygląda trochę inaczej, Z resztą przeczytajcie sami! :)
Dawniej studiowałam dziennie. Chciałam pracować, mieć własne pieniądze, odciążyć rodziców i nie prosić się już o kasę. Dlatego stwierdziłam, że jednak nie dam rady studiować dziennie i pracować. Przez pierwsze lata, w tygodniu jesteś na uczelni, więc nie ma mowy o tym, żeby pracować. Do tego zajęcia bywają w tak dziwnych godzinach, że bez sensu jest zaczynanie jakiejkolwiek pracy. Na dziennych studiach jest więcej ''zbędnych'' przedmiotów, ale... Zaskoczę Was! Na zaocznych też tak jest. Też mam na przykład wf.  Ja bym sobie nie wyobrażała studiować dziennie i pracować. Mówię tu o całym toku nauczania, nie ostatnim roku.
Poszłam na studia zaoczne.  Zajęcia mam w weekendy co 2 tygodnie więc jest okej. Wtedy tylko mam wyjęty tydzień dajmy na to od piątku od 16 . W pracy też mam dobrze, bo idą mi na rękę i mogę wcześniej wyjść. Pracuję w tygodniu, czasami w soboty. Praca mnie bardzo zadowala, bo jest czymś co polubiłam. Dużo się też uczę w pracy. Mam więc tą różnorodność. Nie odczuwam tej monotonii co jest na dziennych studiach. Codziennie uczysz się tego samego. Ja mam ta różnorodność, że nie nudzę się tym co robię. Tutaj mam pracę, ale wpada mi weekend ze studiami to poznaję inne nowe rzeczy. Dlatego uważam, że jest to bardzo fajne rozwiązanie. Mam kasę i jestem szczęśliwa. Lubię się rozwijać.
Wszystko zależy też od pracodawcy, czy zgodzi się na to, że studiujesz i czasami będzie ci szedł na rękę. Nie każdy się na to zgodzi.
A jak to wygląda z innej perspektywy... życie towarzyskie zawalone, bo w ciągu dwóch tygodni wolną mam jedną jedyną niedzielę. Pracuję od poniedziałku do soboty w jeden tydzień i w następny od poniedziałku do piątku i od piątku zaczynam studia do niedzieli. Więc nie mam życia towarzyskiego. Brak czasu na siebie, na bloga, na pasje, dlatego staram się znaleźć dodatkową godzinę, bo 24 w ciągu doby nie wystarczają.


Jak się organizuję... Jedyne czego potrzebuję to piszący długopis, marker, coś kolorowego do zaznaczenia ważniejszych spraw i dwa kalendarze. Jeden do torebki w formie książkowej, a drugi wiszący na ścianie. Gdyby nie one, tak naprawdę nie wiedziałabym jak to wszystko ze sobą ogarnąć i połączyć. Na początku było ciężko, ale w końcu znalazłam na to własnie taki sposób. Mam zaznaczone tygodnie ze studiami. W pracy mam tak ustalany grafik, żeby godziny odpowiednio się zgadzały. W pokoju mam powieszone daty zjazdów na studiach i niestety codziennie sprawdzam, na którą mam do pracy.  Muszę to kontrolować, bo inaczej albo bym o czymś zapomniała, albo bym się nie wyrobiła ze studiami. Na zaocznych też jest pełno zadań, które musimy opracować w domu albo książki do przeczytania, bo będziemy omawiać na następnych zajęciach. Tego jest naprawdę dużo. W tygodniu jak jest praca, ciężko się przygotować do zajęć, które mają być za 2 tygodnie. Śmieszne, ale prawdziwe. Czasami jestem taka zmęczona, że zasypiam zaraz po przyjściu do domu, albo o bardzo wczesnej porze i już nie mam jak coś poczytać.


Systematyczność - jeżeli już coś na studiach zadadzą, to staram się to zrobić już tego samego dnia, jak wrócę do domu, bo wiem, że w te 2 tygodnie nie dam rady tego zrobić - to niewykonalne. Oprócz pracy też jest dom, a w domu dużo się dzieje.
Pamiętam jak w liceum zadania domowe odkładałam na ostatnią chwilę i zawsze z tym jakoś zdążyłam... Teraz nie ma takiej opcji. Jeżeli coś ma być dobrze zrobione, to nie da się tego zrobić na ostatnią chwilę. Chyba, że nie będziesz spać kilka nocy.


Podsumowując, ciężko jest łączyć naukę z pracą nie tylko na studiach dziennych, ale i zaocznych. To duże wyzwanie i nie każdy sobie z nim poradzi. Trzeba być bardzo zorganizowanym, systematycznym i mieć w sobie samodyscyplinę i samokontrolę. Mamy taki sam sposób na połapanie się we wszystkim. Kalendarze są zbawieniem dla nas obu! A nawet się nie konsultowałyśmy co do treści naszych wypowiedzi :).
A i jeszcze jedno... Godzina powinna mieć 30, nie 24 godziny. Wtedy obie byśmy się ze wszystkim wyrabiały!

piątek, 25 marca 2016

Jak wspominać maturę z uśmiechem na buzi? #2

Hej kochani!

Matura, matura, matura... Dziś troszkę o języku polskim pisemnym. Przejrzałam arkusze egzaminacyjne z poprzedniego roku i nie różnią się tak bardzo od mojej matury jak sądziłam. Jedyną różnicą jaką zauważyłam jest dodatkowy tekst i pytania do niego. Kiedy pisałam maturę z polskiego mój arkusz zawierał jeden tekst z pytaniami i dwa tematy wraz z fragmentami (jeden do wyboru), na które pisało się wypracowanie.

Co robić, żeby zdać maturę?

1. Uważaj na lekcjach!
To tylko 45 minut, a może zdziałać cuda. Nie zajmuj się w tym czasie telefonem, rysowaniem obrazków na końcu zeszytu czy plotkami z koleżanką czy kolegą. Słuchaj, pracuj, a to się opłaci. Każda minuta pracy w szkole to kilka minut pracy w domu. Dlaczego? Bo w domu mamy miliony różnych "rozpraszaczy" uwagi, prace domowe z innych przedmiotów, naukę na kartkówki i facebooka, który pochłania mnóstwo czasu. Na lekcji możemy zająć się tylko tematem, który dotyczy języka polskiego.


2. Dużo czytaj i rób to ze zrozumieniem.
Pierwsza część "mojej" matury polegała na czytaniu ze zrozumieniem, wyciąganiu wniosków i myśleniu. To można przećwiczyć w domu i to na wszystkim co ma literki. Weź gazetę w rękę, przeczytaj jakiś artykuł i zastanów się o czym był. Stwórz pytania do tekstu i odpowiedz na nie. To trochę zabawa, trochę nauka, ale jest miłą formą ćwiczenia. Możesz też czytać książki, które dotyczą Twoich zainteresowań albo po prostu są polecane przez innych. Nie tylko możemy zakochać się w książkach, bohaterach i w światach, w których żyją. Dzięki czytaniu uczymy się nieświadomie ortografii, interpunkcji, budowania "ładnych" zdań :).

3. Przed maturą - powtórz wszystko!
Ale nie dzień przed egzaminem. Kup sobie repetytorium, gdzie są streszczenia lektur i najważniejsze fragmenty innych tekstów i powtarzaj sobie wszystko stopniowo. Z tego co pamiętam, ja przepisywałam sobie najważniejsze rzeczy z zeszytów na kartki "z notatkami" dotyczące lektur i z tego się uczyłam. Nie zakuwałam na pamięć, ale starałam się zapamiętać skojarzeniami najważniejsze fakty, imiona bohaterów, wydarzenia i "co autor miał na myśli".


4. Nie ucz się z filmów!
Adaptacje filmowe lektur są bardzo dobrym pomysłem na powtórzenie materiału, ale nie nauczysz się z nich wszystkiego. Wiele rzeczy jest pominiętych, a film to tak naprawdę zamysł reżysera, jego wizja danej książki. Więc oglądaj, ale jako formę przypomnienia sobie "o co tam chodziło", a nie "obejrzę i będę wiedzieć".

5. Zacznij pisać!
I nieważne co piszesz, czy to pamiętnik czy listy do przyjaciela czy prowadzenie bloga :). Ważne żeby umieć pisać o wszystkim. To rozwija Twoją wyobraźnię i warsztat pisarski. Codziennie postaraj się opisać najpiękniejszymi słowami jakie znasz cały swój dzień. Stosuj metafory, porównania, odnoś się do tego co było, pisz jak jest teraz. I nieważne o czym będziesz pisać. Takie codziennie ćwiczenie pomoże Ci później napisać wypracowanie na maturze z łatwością.


6. Przygotuj się do każdej matury próbnej!
Wyobraź sobie, że każda matura próbna, którą robisz w domu czy w szkole jest już tą właściwą. Że zależy od niej dostanie się na studia. Pisz każdą z myślą, że to jest ważne i musisz wziąć to na poważnie. Zobacz wtedy jak Ci idą zadania, które Ci nie wychodzą i ćwicz to w czym nie jesteś dobry.

Matura coraz bliżej i mam nadzieję, że moje rady się Wam przydadzą :).
I znowu trzy uniwersalne, które dotyczą każdego przedmitu:

Uwierz w siebie, wszystkiego da się nauczyć!
Każda praca przynosi efekty!
Bądź nastawiony pozytywnie do tego co robisz!


PS. Zapraszam również na post dotyczący matematyki, który jest dostępny pod linkiem tu(klik).

wtorek, 22 marca 2016

TAG: 100 pytań, których nikt nie zadaje #2

Hej Kochani!

Dziś druga część tagu. Mam nadzieję, że będzie się Wam miło czytało. Więc... herbatki w dłonie, kapcie na stopy, kocyki na kolana i lecimy!
(Przypominam, pytania kradzione :) )
Dziś wyjątkowo tylko jedno zdjęcie. A między pytaniami piosenki, których ostatnio słucham nałogowo :)!



51. Czy używałaś broni?
Nie, ale chciałabym pójść kiedyś na strzelnice postrzelać. (Wiem, że moi rodzice czytają, macie pomysł na niespodziankę na jakąś okazję :D)

52. Kiedy ostatnio robiłaś zdjęcie u fotografa?
Przed rozpoczęciem studiów czyli prawie 3 lata temu!

53. Czy uważasz, że musicale są kiepskie i tanie?
Nie, bardzo lubię musicale.

54. Czy święta są dla Ciebie stresujące?
Nie, ale pewnie za kilka lat już będą. W domu nadal mam rolę dziecka i jedyne co muszę robić to pomagać i niczym się nie przejmować.

55. Czy kiedykolwiek jadłaś pierogi?
Nie, nigdy... No jasne! Zapraszam przy okazji na starszy post, w którym robię pierogi z moją babcią. (klik)


56. Ulubione ciasto owocowe?
Hmmm... Każde, które zrobi moja mama.

57. Kim chciałeś być w dzieciństwie?
Najpierw chciałam być żoną bogatego mężczyzny, później weterynarzem, chyba też myślałam nad byciem Indianinem. I oczywiście czekałam na list z Hogwartu.

58. Czy wierzysz w duchy?
Tak. Coś na pewno siedzi w narożniku w mojej jadalni i stuka jak jemy obiady.

59. Czy miałeś kiedyś uczucie Déja vu?
Nawet dziś!

60. Czy bierzesz codziennie witaminy?
Zaczęłam tydzień temu, żeby walczyć z moją słabą odpornością.



61. Czy nosisz kapcie?
Ostatnio zaczęłam nosić. Chyba się starzeję...

62. Czy nosisz szlafrok?
Mam go właśnie na sobie.

63. W czym śpisz?
W koszuli nocnej w pingwinki. To chyba nie zaskoczenie :D.

64. Pierwszy koncert?
W brzuchu mamy chodziłam do filharmonii.

65. Superpharm, natura czy rossman?
Hebe :D!



66. Nike czy adidas?
Nike

67. Cheetos czy fritos?
Cheetos

68. Orzeszki czy nasiona słonecznika?
Słonecznik!

69. Czy słyszałaś o grupie Tres Bien?
Nope.

70. Czy brałaś lekcje tańca?
Tak. Przez 4 lata tańczyłam w zespole.



71. Jaki zawód wyobrażałaś sobie wykonywany przez rodzeństwo?
Nie mam rodzeństwa :(.

72. Umiesz zwinąć język w rurkę?
Umiem nawet zrobić "kwiatka".

73. Czy kiedyś wygrałaś konkurs ortograficzny?
Nie :(.

74. Czy kiedykolwiek płakałaś ze szczęścia?
Wiele razy.

75. Czy masz płyty gramofonowe?
Mam!



76. Czy masz gramofon?
Mam!

77. Czy palisz kadzidełka?
Nie, chociaż po przeczytaniu pytania mam ochotę.

78. Czy kiedykolwiek byłaś zakochany?
Wiele razy!

79. Jaki koncert chciałabyś zobaczyć?
Po raz kolejny Czesława.

80. Ostatni koncert jaki widziałaś?
Czesław Śpiewa. (klik)



81. Gorąca czy zimna herbata?
Letnia :).

82. Cukier czy słodzik?
Cukier!

83. Jak dobrze potrafisz pływać?
Bardzo dobrze pływam.

84. Czy potrafisz wstrzymać oddech bez zatykania nosa?
Tak.

85. Czy jesteś cierpliwa?
Pracując z dziećmi muszę być cierpliwa :).

Musiałam do tej odpowiedzi dodać ten utwór, hahaha. Nie słucham akurat tej piosenki bez przerwy :D.

86. DJ czy zespół na wesele?
Zastanowię się jak będę miała narzeczonego :D.

87. Czy kiedykolwiek wygrałaś jakiś konkurs?
Tak! (klik)

88. Czy miałeś kiedyś operację plastyczną?
Nie :D

89. Wolisz czarne czy zielone oliwki?
Żadnych! Nienawidzę oliwek.

90. Czy umiesz szyć/wyszywać?
Niedługo się przekonam jak będę kończyć moją pracę z filcu.



91. Najlepsze miejsce na kominek?
Salon.

92. Chcesz się ożenić?
Hmmm... Nie jestem lesbijką :D. Męża chcę mieć.

93. Jeśli masz żonę, jak długo jesteście małżeństwem?
Patrz punkt 92,

94. W kim podkochiwałaś się jak byłeś w przedszkolu?
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało - w 3 Adrianach. Był Adrian duży, Adrian średni i Adrian mały :D.

95. Czy dążysz do celu po trupach?
Nigdy.



96. Czy masz dzieci?
Nie mam. Chyba, że liczyć dzieci z mojej klasy to wtedy mam, 23 :D.

97. Czy chcesz mieć dzieci?
TAK.

98. Ulubiony kolor?
Nie mam jednego, lubię wszystkie.

99. Tęsknisz za kimś teraz?
Tak, za rodzicami.

100. Czy chodzisz na fitness?
Ja + sport = </3